profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow 9 lutego - jeden smak i jedna książka
11.03.2010.




Dodane przez: Kaprikorn, Komentarzy: 4, 08.02.2010

Książka

No tak, teraz już wiem, że Hanover Street – to nie dlatego, że taka nazwa ulicy fajnie brzmi. I raczej nie dlatego, że można nią dojechać do Hanoweru.
To niesamowite uczucie, kiedy nagle miasto zaczyna żyć w Tobie nie tylko kolorami, zapachami, ulubionymi miejscami, ale także historią czy może raczej - historiami. To tak jak ze słowami. Mówisz „noga”, ale właściwie dlaczego mówi się na to coś „noga”? Dlaczego nie „mowrqstarptyk”? A potem zaczynasz grzebać i etymologiczne olśnienia sprawiają, że zadomawiasz się w języku. Że nagle odkrywasz te cudowne pokrewieństwa między bogiem, bogactwem i zbożem, między żytem i rżyskiem i czujesz, że mówisz świadomiej i pełniej i że otwierają się w Tobie nieznane przestrzenie, po których masz ochotę się powłóczyć.
I tak też z literaturą. „Czy komuś kto studiował literaturę sprawia jeszcze przyjemność czytanie, czy potrafi przeczytać książkę dla przyjemności?”. O, tak. Po stokroć tak. Wiedza uświadamia ci istnienie nieznanych i zaskakująco rozległych stepów i sawann stref erogennych, rozciągających się pod niebem twojej czaszki.
Historii nigdy nie lubiłem. Jakoś wolałem ten gatunek z drugiego bieguna – reportaż. Gubiłem się w datach i postanowieniach traktatów pokojowych, nudziło mnie poznawanie historycznych procesów. Reportażowe historie pojedynczych ludzi – to tak, to było interesujące.
Czasem na szczęście trafia się książka, która mówiąc o historii narodu, jest również bardzo blisko ludzi. I wtedy ją pożeram. I pod Lloydsem na Hanower Street, przypomina mi się: „Każdy Szkot na trzeźwo jest hanowerczykiem, a po pijanemu jakobitą”. Dalej mam Dundas Street, na cześć tego najwybitniejszego Szkota w XVIII – wiecznej brytyjskiej polityce, co to nawet w parlamencie nie bał się przemawiać po szkocku. A w drugą stronę, w dół mam Scotta. I Heart of Midlothian, tę niesamowitą opowieść o dwóch przemytnikach, co to jeden pomógł uciec drugiemu, więc – a jakże stał się bohaterem edynburskiej ulicy. Potem były zamieszki, które krwawo stłumił nadgorliwy kapitan straży Jan Proteusz. Skazany na śmierć, ale ułaskawiony przez Anglików. Szkocka ulica porywa go z więzienia i wiesza na placu, na którym kapitan wydał rozkaz strzelania do tłumu. I tak nagle zaczynają żyć w tobie te historie, ożywają i materializują się duchy przeszłości, tablice z nazwami ulic ociekają krwią, wyzierają zza nich rozgniewane albo roześmiane twarze patronów. Nagle pamięć miasta, jego tożsamość przenika cię i miasto przestaje być atrapą, miejscem do mieszkania i zarabiania, a staje się częścią twojej pamięci, a ty częścią jego historii.
Późno już... Ale pewnie jeszcze wrócę do tego tematu, a książkę polecam, bo pełna fantastycznych historii - Stefan Zabieglik: Historia Szkocji, Gdańsk 2000.


Alchemia smaku

Jak określić jej podstawową zasadę? Może 2 + 2 = x? Gdzie x, nie tyle jest niewiadomą, co raczej po prostu, nie jest czwórką *.
Dodajemy do siebie winogrona, wodę, cukier, drożdże, czas… i parę zaklęć - a otrzymujemy: czarne porzeczki, śliwki, rodzynki, wanilię, czekoladę, kawę, czereśnie, cytrusy, drewno, spalone tosty, gorący piasek, dżem truskawkowy, skórkę świeżego chleba… Oszałamiające bogactwo smaków i zapachów powstałe za sprawą… no tak, wiem, wiem, chemii po prostu, ale pozwólcie mi myśleć, że to magia, alchemia, że dzieje się tam coś o czym nie wiemy, czego nie potrafimy zmierzyć. No bo jak wytłumaczyć smak Castillo Albai Rioja 2005?
Zbierz koszyk wiśni, takich wielkich, napęcznianych sokiem, ciemnoczerwonych, rozgrzanych słońcem. Kiedy zbierasz, część pęka ci w palcach, sok tryska na policzki, usta, więc ścierasz go palcami, odruchowo oblizujesz, jest gorący, jednocześnie słodki i kwaśny. I teraz wyobraź sobie, że z tych wiśni robisz gęsty syrop. Dodajesz dużo cukru, gotujesz. No to już prawie. Jeszcze tylko drobiazg – jednym zaklęciem usuwasz z syropu cały cukier, pozostawiając wrażenie likworowości, smak ma być intensywny, ale wytrawny. No i ma smakować jakby wiśnie nie były gotowane. I jakby drzewo, na którym rosły, było podlewane wodą z dodatkiem ciemnego, mocno palonego ziarna kakaowego. Niemożliwe? Jasne, że niemożliwe, a jednak ten smak stoi na półce w Asdzie.

 

*znawcy przedmiotów ścisłych proszeni są o wyrozumiałość


Komentarze (4)add comment

rgasiore Powiedział:

63
Magia..słów - vine i vintage
hej,
tak jakos trafiles z tym wpisem dokladnie gdy mialem rozmowe z pewnym Szkotem... nie na temat ulic i znaczenia ich nazw, ale wciaz na temat jezyka, jego czuciq dalej niz sucha znaljomosc znaczenia slow czy gramatyki...tak..gramatyki...szkoci jej nie znaja a mowia lepiej od nas ;)

I tak mi sie przypomnialo co Szkot powiedzial o jednym slowie... slowie 'vintage' - ze dla niego zawsze to bedzie cos od 'wina' bo 'vin' sie zaczyna... i ze dobre wina to stare wina, przechowane w ukryciu... tak jak rzeczy vintage... i co z tego ze znalem slowo vine, i vintage - nigdy w zyciu bym ich nie polaczyl - a po jego sugestii doznalem malutkiego olsniena tak jak ty przy ponownym zrozumieniu nazw ulic... jeszcze z tysiac takich olsnien i moze osmiele sie stwierdzic ze mowie po angielsku... bo puki co to tylko rozumiem - i to nie zawsze... zreszta, nie umiejszajac tylko sobie jak wiekszosc przyjezdnych.

Tak sobie mysle - Dopiero gdy sie czuje ze slowo ma zapach/kolor/smak/czas - tak jak 'vintage' pachnie winem, dopiero wtedy mozna powiedziec ze sie je rozumie albo raczej ... go 'rozmawia'.

takie tam przemyslenia 'znawcy przedmiotów scislych'

PS: i tak jakos czesc pt 'alchemia smaku' wrecz w sposob bezposredni skojazyla mi sie z alchemia smaku slow... troche to banalnie zabrzmialo - wiem - no coz...
 
12.02.2010
Głosów: +0

rgasiore Powiedział:

63
tia
sorry za byka ort ;)
*znawcy przedmiotów humanistycznych proszeni są o wyrozumiałość :P
 
12.02.2010
Głosów: +0

Kaprikorn Powiedział:

1824
znawcy przedmiotów powinni być :)
Pani profesorka uczyła: masz przede wszystkim rozumieć skąd błędy się biorą, bo też są wynikami pewnych ciekawych procesów językowych, ich piętnowanie zostaw nadgorliwym purystom :) To na wpół żartem było oczywiście, ale podobałoby mi się prawo mówiące, że do poprawiania błędu ma prawo tylko ten, kto potrafi zrozumieć i wytłumaczyć skąd się wziął.
 
12.02.2010
Głosów: +0

Kaprikorn Powiedział:

1824
rgasiore..
Twoje przemyślenia trafiają mi do serca - jak najbardziej. Transgresja, transcendencja, przekraczanie, smakowanie słów, wąchanie kolorów, brzmienie i architektura chwil ciszy pomiędzy dźwiękami - o tak.. to jest to. I działa to na wielu poziomach - zrozumienie, poznanie słowa wszystkimi zmysłami, a potem i całego zdania i całego tekstu. Umiejętność intertekstualnego pisania - czyli takiego gdzie słowa, dokładnie tak jak to ująłeś, "rozmawiają" z czytelnikami, ze sobą i z innymi tekstami - to coś co chciałbym posiadać :)

 
13.02.2010
Głosów: +0

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy