„Już niedługo nie będę kelnerką. Będę współwłaścicielką!”, oznajmiła pewnego dnia klientom. I tak zrobiła.
Anna to zgrabna, atrakcyjna blondynka około trzydziestki. Przyjechała do Glasgow z siedmioletnią córką, Angeliką. Prawie rozwiedziony mąż został w Polsce. Cały czas tam jest, teraz już rozwiedziony do końca. A Angelika ma nowego daddy. Włoskiego pięćdziesięciolatka. Właściciela restauracji Ciao Italia. Restauracji, w której Anna była kelnerką.
Anna, pomimo że jest już współwłaścicielką, nadal pracuje w – teraz już rodzinnym - biznesie. Poza nią gości obsługuje Sabina – samotna Niemka, uwielbiająca wino i papierosy. Palenie rzuca co prawda dość często, ale nieskutecznie. Lepiej się wtedy do niej nie zbliżać. Nawet Tomasino – właściciel, a raczej współwłaściciel restauracji – boi się jej wówczas. A do bojących się, generalnie, nie należy.
Alkoholu Sabina nie odstawia. Każdej nocy, po zamknięciu lokalu, wypija szybko szklanicę czerwonego wina. Szybko – bo na autobus się spieszy. Następnego dnia przychodzi czerwona i rozdygotana. Ale do klientów się uśmiecha. Czasami trochę pogrymasi, to Anna zaraz ją przywoła do porządku. Teraz przecież ona jest tu szefową.
Sabina trochę zła, trochę zazdrosna. Nie o Tomasino – o pozycję w restauracji raczej. Przed Anną to ona była tu najważniejsza. Aż przyjechała jakaś Polka, zatrudnili ją do pomocy i nagle została żoną właściciela. Teraz wszystko musi być tak, jak Anna zarządzi, a przecież to ona – Sabina – pracuje tu od kilkunastu lat i wie wszystko najlepiej.
W kuchni rządzi właściciel. Pomaga mu Franco – włoski młodzieniec lubiący kasyna, kobiety w długich butach i skórzanych płaszczach i marihuanę. A czasami nawet coś mocniejszego.
Kuchnia wąska, jakiś metr szerokości i długa jak tramwaj. W kącie pomiędzy lodówkami przesiaduje Angelika. Bębni na kotłach, rzuca zabawkami do celu i próbuje śpiewać hity Britney. Tak przez parę godzin, aż mama pracę skończy. Jest duszno, gorąco i nudno, a opiekunka za droga.
Włosi wciąż krzyczą jeden przez drugiego, najgorzej jak Franco naćpany przyjdzie. Porca madonna i porca miseria przeplatają się z cięższym gatunkowo va fanculo. Pomiędzy kolejnymi sznyclami Tomasino wrzeszczy zrozpaczony brakiem czystych patelni: patelaaaaa!
Do tego energiczna gestykulacja obu mistrzów kucharskich, ryk znudzonego dziecka i Sabina na głodzie nikotynowym. A na sali uśmiechnięta polska blondynka, zwracająca się do gości z typowo wyspiarskim spokojem: How can I help you?
Sporo osób mówi, że dają tu najlepsze włoskie jedzenie w mieście. A może nawet w całej Szkocji.


















































