Dokonałem wyboru. Dzięki szybko podjętej decyzji zostałem wykwalifikowanym operatorem wózków widłowych, różnego rodzaju maszyn i urządzeń, jednym słowem, uniwersalny żołnierz, szary, z numerem, odzieżą oraz butami, w których dzielnie maszerowałem przez kilka trudnych lat. Jednak obstrukcja wynikała nie z charakteru wykonywanej pracy, lecz środowiska, według mojej opinii, złego i schorowanego.
Opuszczając kraj zupełnie zapomniałem w jakimś sensie o szczęściu, jakie mnie spotkało. Studiowanie w niebanalnym towarzystwie, ludzi młodych, ambitnych, ciekawych ideologicznie. Obcowanie z ludźmi wykształconymi, ale przede wszystkim inteligentnymi, subtelna różnica. Praca w szalonym, nieokiełznanym zespole, w którym pomimo problemów, stresu, napięć, zawsze znalazł się sposób, aby osiągnąć kompromis, wspólnie wypracowany rzeczowym dialogiem, logicznymi argumentami. Burzliwe dyskusje na temat kultury, religii, filozofii, polityki, społeczeństwa, wódki oraz innych wysokoprocentowych alkoholi. Nawet kac, smakował metafizycznie, powodując wymioty pozazmysłowe, niż stricte fizyczne.
Tutaj, metafizykę zastępuje „zdrowo” rozsądkowa kalkulacja, natomiast moralność wprost proporcjonalna do ilości dokonanych kalkulacji przesłania całą mizerną koegzystencję. Symbioza odbywa się na różnych płaszczyznach kulturowych, kulturalnych, średnio kurtuazyjnych, konwencjonalnych oraz kołtuńskich. Trudno ogarnąć wszystkie klasy społeczne, tym bardziej, jeśli partycypuje się tylko w kilku ich warstwach.
Obrzydliwa konieczność bycia kimś innym, niż się jest w rzeczywistości, jest jednym ze źródeł rozpaczy. Człowiek podświadomie i niewytłumaczalnie postrzega siebie jako coś więcej, niż tylko to, co z każdym dniem próbuje osiągnąć. Tęsknota za nieosiągalnym szczęściem, którego próżno szukać wśród tłumu, silniejsza jest tym bardziej, im bliżej z tłumem współbytujemy.
Prostactwo, ciemnota, prymitywizm. Wulgaryzm, agresja, alkohol, narkotyki. Nieróbstwo, patologia, zasiłek i dres. Idąc ulicą nie sposób nie zauważyć zjawiska gorzej, jeśli owo kuriozum zauważy nas, nasze papierosy, pieniądze, akcent lub czas. W życiu nie jedno widziałem, doświadczyłem, zasmakowałem, ale w kraju, z którego się wyprowadziłem nawet męty potrafią być dżentelmeńskie, o sprycie i pomysłowości nie wspomnę. Tutaj problem zdaje się być większy, statystyki niemalże rosną metodycznie. Jeden z pracujących ze mną Szkotów nie wytrzymał środowiska, z którego nie mógł się wyrwać. Powiesił się w łazience.
Kolejną z większych grup społecznych stanowią banalni, zwyczajni i pospolici. Stereotypowi, szablonowi, niewykształceni obywatele fanatycznie oglądający spektakle sportowe. Pozbawieni ambicji, narzekający na pieniądze, pogodę, sąsiada i grubą sąsiadkę. Zakłamani zjadacze frytek wysmażonych na zjełczałym oleju. Podczas kilkuletniej pracy w magazynie w doborowym towarzystwie przypomniałem sobie, aby nie ufać prawie nikomu. Oczywiście odświeżenie pamięci nastąpiło w najmniej oczekiwanym momencie, dokładnie tak samo jak sznurówki, które urywają się właśnie wtedy, kiedy nie powinny. Zaprzyjaźniony w pracy Szkot na wstępie zauważył, abym nikomu „tutaj” nie wierzył, nawet jemu. Jak się później okazało, dość precyzyjnie przewidział oczywiste, oczywistości.
Klasa średnia, z którą musiałem bezwzględnie współpracować, teoretycznie powinna charakteryzować się pewnym poziomem umysłowym, legitymując się przy tym wyższym wykształceniem, wyższą kompetencją kulturową, tolerancją, zrozumieniem podstawowych praw pracownika. Team leader, supervisor, human research z szefem na czele, wszyscy zawiedli. Cynizm, cwaniactwo, złośliwość i obłuda. Protekcjonalizm, nonszalancja, szyderstwo i pogarda, jednym słowem, magazyn, ten magazyn.
Naiwność, łatwowierność i niedoświadczenie, a może nadzieja? Każdy popełnia błędy, nikt nie jest idealny, tym bardziej, ja. Obecnie pracuję z innymi ludźmi, całkiem możliwe, że się nimi okażą. Chamów, kombinatorów, lawirantów, Polaków, już zdążyłem poznać. Staram się jednak izolować, dosłownie i w przenośni. Rozczarowanie człowiekiem trwa.


















































