Przez ponad trzy wieki Szkoci nie obchodzili Świąt Bożego Narodzenia. Szkocki narodowy kościół prezbiteriański uznawał wprawdzie 25 grudnia za dzień narodzenia pańskiego, ale zniechęcał do świątecznych obchodów. Do lat 60 XX wieku Boże Narodzenie było w Szkocji normalnym dniem pracy.
Za to od wieków hucznie świętowano nadejście nowego roku. Wigilię Nowego Roku nazywa się w Szkocji Hogmanay, słowo to najprawdopodobniej pochodzi od starofrancuskiego aguillaneuf, oznaczającego podarunek wręczany z okazji Nowego Roku. Biedacy i dzieci w dzień Nowego Roku otrzymywali prezent, jeśli zawołali: Au gui l'an neuf! Gui oznacza tu ni mniej ni więcej, tylko jemiołę, natomiast l’an neuf to nowy rok. Słowo to później przekształciło się w normandzkie hoguinané, a jego przeszczepienie na grunt szkocki wiążę się z Auld Alliance, szkocko-francuskim przymierzem wymierzonym przeciw Anglii, którego początek sięga najprawdopodobniej XII wieku i które było odnawiane przez stulecia aż do Traktatu Edynburskiego w 1560 roku.
Inne źródła podają, że słowo to pochodzi od gaelickiego Òg-Mhadainn/h-òg-mhaidne oznaczającego nowy poranek, lub staoangielskiego haleg monaþ, które oznacza święty miesiąc. Co ciekawe, w języku manx (język z rodziny celtyckiej używany na Wyspie Man) Nowy Rok nazywa się podobnie: Hop-tu-Naa.
Mieszkańcy Hebrydów natomiast wiążą etymologię tego słowa z własnymi skandynawskimi przodkami i ich wikińskim świętem Yule. Noc poprzedzająca Yule nazywała się Hoggo-nott lub Hogenat, a z czasem Hogg-night.
Kultywowane nie tylko na Hebrydach pogańskie zwyczaje wprawdzie musiały zejść do podziemia z nastaniem protestantyzmu, ale odżyły pod koniec XVII wieku. Dzisiaj podczas Hogmanay wskrzesza się stare, wikińskie tradycje, jak choćby palenie łodzi i pochód z pochodniami – w Edynburgu taki pochód wyrusza spod katedry St Giles i idzie na Calton Hill, gdzie pali się wikińską łódź.
W Lerwick na Szetlanach podczas festiwalu zwanego Up Helly-aa buduje się naturalnej wielkości wikiński drakkar (ze wszystkimi szczegółami), który podczas festiwalu jest spuszczany na wodę i podpalany. Festiwal odbywa się w ostatni wtorek stycznia i co roku przybywają na niego licznie Szetlandczycy nawet z odległych zakątków świata.
Princes Street Gardens tuż przed Hogmanay
(fot. archiwum domowe)
Komercyjne obchody Hogmanay w Edynburgu są uważane za jedną z największych ulicznych imprez sylwestrowych na świecie. Celebracje trwają zwykle cztery dni i rozpoczynają sią 29 grudnia wspomnianym pochodem z pochodniami. W programie są również pokazy ulicznych teatrów i międzynarodowe markety (już na początku grudnia pojawiają się pierwsze stragany: niemieckie, francuskie, węgierskie, a od niedawna i polskie).
W Sylwestra uczestnicy imprezy ulicznej wylegają na Princes Street, a szczęśliwcy, którym udało się kupić bilety, bawią się w Princes Street Gardens, gdzie na kilku scenach występują gwiazdy różnych rodzajów muzyki: od tradycyjnej, po współczesny pop/rock i muzykę klubową.
W ostatnich latach na edynburskim Hogmanay można było oglądać takie gwiazdy jak: Groove Armada, Kasabian, Madness, Blondie, Scissor Sisters, Paolo Nutini, KT Tunstall, Glasvegas i Proclaimers.
Kulminacją imprezy są pokazy fajerwerków. Tradycyjnie (acz nie co roku) są to słynne edynburskie Fajerwerki Siedmiu Wzgórz (Arthur's Seat, Blackford Hill, Braid Hill, Calton Hill, Castlehill, Castle Rock, Corstorphine Hill i Craigmillar Hill), które można oglądać w całości z różnych punktów miasta – najlepiej z jednego ze wzgórz, ale i z okna własnego mieszkania, lub na ekranie telewizora w BBC.
W okolicach pierwszej w nocy tłumy, które bawiły się na Princes Street w Edynburgu wyruszają do domów. Złapać taksówkę o tej porze to prawdziwy cud, a jeśli się nawet uda, to zapłaci się podwójną, albo nawet potrójną stawkę, dlatego większość wyrusza do domów na piechotę, nawet jeśli domy są w oddalonych o kilka - kilkanaście mil miasteczkach pod Edynburgiem.
W dzień Nowego Roku odbywają się liczne imprezy sportowe, biegi i chody uliczne, dla tych, którzy nie muszą dochodzić do siebie po szaleństwach sylwestrowej nocy.
Jednak oprócz zupełnie komercyjnych atrakcji Hogmanay to także ludowe zwyczaje, do których należy sprzątanie przybytku, aby świecił czystością na przybycie Nowego Roku. Dom przyozdabia się jemiołą, która chroni przed chorobą, ostrokrzewem, który odstrasza złośliwe fairies i leszczyną, która chroni przed przeciwnościami losu. Wedle ludowych wierzeń goście, którzy przybędą przed wybiciem północy, przynoszą pecha. O północy otwiera się kuchenne drzwi, aby wypuścić stary rok.
Tradycyjnie o północy śpiewa się tez pieśń Auld Lang Syne, której słowa (nie te jednak, które śpiewa się w Nowym Jorku) napisał szkocki poeta narodowy Robert Burns. Potem należy wznieść tradycyjny toast. Najpopularniejszy to: Lang may yer lum reek! (Long may your chimney smoke/Niech twój komin długo dymi), który pochodzi z czasów, kiedy domy ogrzewano węglem – dymiący komin oznaczał, ze gospodarza było stać na opał.
Inny popularny toast to: A guid New Year to ane an' a' and mony may ye see! (A good New Year to one and all, and many may you see/Dobrego Nowego Roku wszystkim i obyście zobaczyli ich jeszcze wiele).
Ciekawym szkockim obyczajem związanym z Hogmanany jest first-footing, czyli odwiedzanie sąsiadów i przyjaciół tuż po północy z podarkiem, którym może być sól, kawałek węgla, shortbread (szkockie maślane ciasteczko), pudding czy whisky. W zależności od podarku i tego, kto pierwszy wejdzie w próg domu po północy, różne będą wróżby na Nowy Rok. Pecha przynosi first-footer, który jest rudowłosy, jest kobietą lub przyjdzie z pustymi rękami. Pecha przynoszą też: lekarze, pastorzy, złodzieje, grabarze, osoby z platfusem i brwiami zrośniętymi nad nosem. Te ludowe przesądy pochodzą z czasów na długo przed political corectness.
First-footing może trwać do rana, a nawet jeszcze następnego dnia.
Tradycyjnymi potrawami spożywanymi podczas Hogmanay są: black bun, czyli rodzaj ciasta z suszonymi owocami i bakaliami, shortbreads i whisky. Za dawnych czasów przygotowywano również rozgrzewający napój, który nazywał się hen pint, a robiony był z ciemnego piwa ale, gałki muszkatołowej, cukru, jajek i whisky i gotowany w miedzianym czajniku. Gorący napój serwowano noworocznym gościom.
Obchody Hogmanay to nie tylko Sylwestrowa noc, to również Ne’erday, czyli Dzień Nowego Roku, kiedy następna noc hulanek nie jest niczym nadzwyczajnym. 2 stycznia w Szkocji jest bowiem również dniem wolnym od pracy, a dla niektórych również 3, a czasem nawet 4 stycznia to dni, kiedy można się zrelaksować po hucznych obchodach nadejścia Nowego Roku.


















































