
Włosy, podobnie jak paznokcie, często są odzwierciedleniem ogólnego stanu zdrowia, uwarunkowań osobniczych, a czasem kompletnego zaniedbania. Ona miała włosy nie zbyt długie, ale upięte w króciutki kucyk, byle jak uwiązany przy pomocy gumki aptekarskiej. Pukiel włosów opadał na oko i skutecznie przykrywał połowę twarzy. Całość fryzury składała się z matowych włosów, rozdwojonych i postrzępionych, która z artystycznym bałaganem nie miała nic wspólnego. Sądząc jedynie po fryzurze, do klasycznego wyglądu zapracowanej w domu kobiety, brakowało jej jedynie szlafroka i papilotów. Z rozłożonej na siedzeniu torby, wyciągnęła kosmetyczkę z przyborami do makijażu. Tanim tuszem robiła 'boskie' rzęsy, nanosiła cienie na powieki, pudrowała twarz i szyję, aż po dekolt. Na ustach położyła delikatnie podkreślający naturalny róż - błyszczyk. Paznokcie, króciutko ogryzione, nosiły jeszcze ślady krwisto-czerwonej, niezbyt odległej świetności. Wszystko to robiła ze znawstwem i dużą wprawą, prowadząc przy tym rozmowę w tonie wychowawczym z partnerem siedzącym obok niej. Dżentelmen ów roztaczał przed nią wizję swoich możliwości, a ona skrzętnie wykorzystywała treść jego wypowiedzi, naprowadzając tok rozmowy na bliskie sobie, ale i zamierzone cele. Prowadzona rozmowa, wcale nie miała czysto prywatnego charakteru i toczyła się dość głośno, wywołując na ustach pozostałych pasażerów, uśmiech rozbawienia. Trudno było nie zauważyć, że zarówno przy makijażu jak i w toczącej się rozmowie, powielała wielokrotnie obserwowane wzorce zachowań. Kolejnym rekwizytem była butelka z wodą mineralną, która wypadła jej z rąk i potoczyła się pod siedzenie przed nią. Wstała i dopiero wtedy zobaczyłem dokładnie jej kozaczki z wytłaczanej skóry, z ostrymi szpicami, na wysokich obcasach, uciekających wyraźnie do tyłu... To były damskie buty,ale w stylu kowbojskim i parę numerów za duże ! Włożone spodnie w cholewki, miały sprytnie ukrywać szczupłość łydki, ale ukazywać za to cały szyk i 'dorosłość' noszonego obuwia. Chodziła w nich bardzo niepewnie, ze śmiesznie przygiętymi nogami w kolanach. Po odzyskaniu butelki, szybko odkręciła zakrętkę i wciągnęła kilka łyków, jakby właśnie zażyła przepisane przez lekarza, zbawienne lekarstwo. Butelkę wrzuciła do torby, zasunęła zamek, przewiesiła ją przez głowę na ramieniu z wcale nie mniejszą pewnością swoich ruchów jak do tej pory. Na jednym z przystanków - wstała i podążyła razem ze swoim partnerem z siedzenia, za kobietą, do tej pory siedzącą na siedzeniu przed nią. Beky, bo tak miała na imię, była osobą, raczej osóbką, w wieku może dziewięć, dziesięć lat, a jej brat i partner rozmowy, był dżentelmenem w wieku siedem, osiem lat....

















































