Poszlismu na Burns supper zorganizowana przez Partie. Burns byl postepowym radykalem, rewolucjonista, ale to niewazne. Wazny jest haggis, whiskey, kapela ludowa w w tarcianiastych spodniach i ceilidh. W okoliocznosciowej loterii na Partie, jak zwykle nic nie wygralem. Haggis w wersji wegetarianskiej, dowiaduje sie od Szkotow, jest lepszy niz tradycyjny. Ogolnie dobra zabawa.
Zdziwilo mnie, ze tylko jeden z biesiadnikow spiewajacych bandiera rosa, przyszedl ubrany w kilt. Spytalem go, czy to jest jego rodzinny tartan na tym kilcie.
Odpowiedzial mi, ze nie. Jego rodzina nie pochodzi za e Szkocji. Z Matka sprawa byla prosta, byla Angielka. Za to ojciec... Pochodzil z RPA i byl w polowie Niemcem, w polowie Chinczykiem. To znaczy w dwoch czwartych Chinczykiem i w dwoch czwartych Niemcem. Jego dwoma babkami byly dwie Niemki, jego dziadkami dwaj Chinczycy, pary nie byly spokrewnione i sie nie znaaly. ich dzieci spoldzily mojego szkockiego przyjaciela. W 25% Niemca, w 25% Chinczyka, w 50% Anglika i w 100% Szkota.
Do tego sercem Polakiem i fanem Walesy. Tego mlodego Walesy, z osiemdziesiafego.

















































