Wracajac z pracy otrzymalam telefon ze szkoly mojej coreczki.
-Prosze przyjechac,dziecko skarzy sie na bol ucha i bardzo placze.Nie mozemy jej uspokoic.
Trase ktora zazwyczaj pokonuje w 2o min.pokonalam w 10.
Pani w szkole powiedziala ze zjawilam sie jak duch.
Amelka (lat 5 )czekala na mnie cala zaplakana.Prawdziwa kupka nieszczescia.
Widok placzacego dziecka jest jednym z najbardziej smutnych widokow na swiecie.
Wsadzilam Amelke na bagaznik mojej srebrnej strzaly i zegnane wrzaskiem dzieci, ze one tez tak chca sie przejechac, pognalysmy do domku.
Cieply termofor i paracetamol zalatwily sprawe.Teraz juz jest dobrze.Amelke nie boli juz ucho a mnie nie boli dusza.
Odstresowac sie ...




















































