- Może za dużo wypiłem, może argumenty były zbyt radykalne, ale do jasnej cholery, dlaczego wychodząc z pubu twardy jak kamień kij bejsbolowy znalazł się na mojej głowie!? Miałem szczęście, mogło skończyć się dużo gorzej. Lepiej oberwać kijem po głowie, niż nożem kuchennym po żebrach. „To nie jest kraj dla starych ludzi”.
Scott pracuje w fabryce, podczas przerw, jego koszmarnie wyglądająca głowa trzy razy dziennie przypomina mi o tym, że z bezpieczeństwem w tym kraju nie jest najlepiej. Statystyki są wstrząsające, Wielka Brytania jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów w UE. W Szkocji zbrodnie z użyciem noża oraz innych niebezpiecznych narzędzi, szczególnie wśród młodych ludzi są tematem wiadomości niemalże każdego dnia.
Całkiem niedawno lokalny dziennik w Edynburgu opisał kryminalne zdarzenie, którego ofiarą padł dostawca pizzy Adam. Pracuję z nim blisko trzy lata, jest jednym z porządniejszych ludzi, jakich tutaj spotkałem. Adam, starając się utrzymać rodzinę, kilka razy w tygodniu po godzinach pracy dorabia rozwożąc pizzę. Często opowiadał historie związane z niebezpieczeństwem, na jakie jest narażony, jednak ostatnie zdarzenie przerosło jego wszelkie wyobrażenie. Kiedy wszedł do kamienicy, aby dostarczyć pod wskazany numer zamówienie, drogę zagrodził mu zamaskowany napastnik z kuchennym nożem w ręku. Adam, nawet się roześmiał uznając to za kiepski żart, jednak, kiedy usłyszał zza pleców kolejną groźbę zrozumiał, że żarty się skończyły. Drugi z bandytów zamiast noża, w ręku trzymał siekierę gotowy zadać cios. Łupem bandytów padło kilkadziesiąt funtów, telefon oraz śmiertelnie przerażony dostawca.
Kryminalnych historii zasłyszanych z pierwszej ręki znam niestety więcej. Począwszy od drobnych włamań do samochodów, kradzieży, napaści na taksówkarzy do brutalnych wręcz bandyckich ataków włącznie. Jedną z nich usłyszałem od znajomego kierowcy autobusów, który podczas rutynowo wykonywanych czynności został zaatakowany przez grupę wściekłych małoletnich bandytów. Niestety oprócz podbitych oczu, musiał również skorzystać z porady psychologa, lecząc strach przed wejściem za kierownicę.
Był wieczór, późna jesień, silny wiatr roznosił śmietniki, a deszcz przycinał przestrzeń. Stałem w budce telefonicznej wykonując połączenie do żony. Rozmowę przerwał zapijaczony, naćpany młody mężczyzna decydując, że mój czas dobiegł już końca. Zignorowałem delikwenta, niestety ten, nie zamierzał odpuścić nie tylko mnie, ale również budce uderzając pięścią w drzwi. Kiedy poinformowałem go, że rozmowa potrwa jeszcze kwadrans rozwścieczony zbluzgał mnie okropnie sugerując, że jeśli nie skończę rozmawiać za 10 sekund po prostu mnie zabije. Na szczęście w ferworze złości pogubił drobne, które zbierał na czworaka mrucząc pod nosem, „fucking groźby”. Ostatecznie, wściekły, zapluty, odszedł. Tak mi się zdawało. Wrócił po 15 minutach z pianą na ustach. – Przez ciebie straciłem fucking 20 pens, fucking machine ukradła moje funking money. Fuck! I’ll kill you! - ryczał na całe gardło waląc pięściami w drzwi. Nagle uspokoił się, odszedł na kilka kroków od budki, po czym wziął rozbieg, i z całych sił niczym wojownik „Ninja” naskoczył na drzwi nogami. – Fuck! Fucking door! Odbił się od nich jak piłka lądując z hukiem na ziemi. Poobijany pozbierał się i oddalił, wyjąc oraz kulejąc przy tym, jak zraniony żołnierz.
„To nie jest kraj dla starych ludzi”, tu rządzi dzika młodzież, bez skrupułów, bez wyobraźni, bezlitośnie, bestialsko traktując swoje ofiary. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego w sytuacjach zagrożonych utratą zdrowia, a nawet życia, świadkowie nie interweniują w należyty sposób? Zrozumiałem, kiedy wracając autobusem z pracy byłem świadkiem brutalnego pobicia w centrum miasta na Princes Street w Edynburgu. Grupa kilku młodocianych bandytów okładała jednego, być może również bandytę, być może niekoniecznie. Przechodnie mijali dużym łukiem miejsce kaźni obawiając się przypadkowego lub zamierzonego ataku wściekłej watahy, który mógłby zakończyć się nieszczęśliwie. Pomyślałem wówczas, że w takiej sytuacji postąpiłbym dokładnie tam samo, strach o własne życie na szczęście silniejszy jest, niż bohaterstwo opisane następnego dnia na jednej ze stron brukowca. Pamiętam warstwę krwi pokrywającą chodnik, spokojnie oddalających się bandytów oraz leżącego w tej warstwie mężczyznę. Obraz był tragiczny.
Najprawdopodobniej całą sytuację zarejestrował wszechobecny, wszystkim znany „Wielki Brat”, tyle tylko, że na młodocianych bandytach nie robi on większego wrażenia. Łatwo sobie wyobrazić, do jakich mogłoby dochodzić aktów przemocy, gdyby kamery, w imię wolności zgasły. Ja w każdym razie, jestem w stanie sobie to wyimaginować, tak samo jak tę warstwę społeczną, która będzie miała dzieci lub, co gorsza, jest już w ich posiadaniu.


















































