profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi
Znajdujesz się w Start arrow Blogi arrow Zimowy Dżem Poetycki: Maria Małgorzata Ogińska
29.04.2017.




Dodane przez: Salon, Komentarzy: 3, 17.12.2013

Autorka: Maria Małgorzata Ogińska

Kwestionariusz Prousta:

1. Główna cecha mojego charakteru? Prawdomówność.
2. Cechy, których szukam u mężczyzny? Szukam u mężczyzny zawadiackiego spokoju w oczach.
3. Cechy, których szukam u kobiety? Dużych uszu do słuchania.
4. Co cenię najbardziej u przyjaciół? To że nie są wymysłem mojej wyobrazni.
5. Moja główna wada? Chęć mordu występująca w stanie głodu.
6. Moje ulubione zajęcie? Leżenie na hamaku w słoneczny dzień w Bieszczadach.
7. Moje marzenie o szczęściu? Szczęście to leśnych ptaków śpiew.
8. Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk? NIC.
9. Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem? Lesniczym lub puchatym kotem leśniczego.
10. Kiedy kłamię? Gdy mam skłamać milczę. BYĆ WOLNYM, TO MÓC NIE KŁAMAĆ (Albert Camus, tłum.
własne)
11. Słowa, których nadużywam? Nadużywam zwrotu ‘krytycyzm społeczny’.
12. Ulubieni poeci? Konstanty Iidefons Gałczyński, Stanisław Barańczak, Jan Kochanowski, Ezra Pound
13. Ulubieni bohaterowie literaccy? Kot z Mistrza i Małgorzaty Mikhaila Bulgakova.
14. Ulubieni bohaterowie życia codziennego? Muminki, Włóczykij w szczególności!!!
15. Ulubiona postać historyczna? IX Dalai Lama i wszystkie jego wcześniejsze wcielenia.
16. Czego nie cierpię ponad wszystko? Watróbki.
17. Dar natury, który chciałbym posiadać? Promienie słońca odbijające się w tafli wody.
18. Jak chciałbym umrzeć? W buddyjskim klasztorze, w Nepalu, w czasie snu.
19. Obecny stan mojego umysłu? Niedookreślony.
20. Błędy które najłatwiej wybaczam? Wszystko wszystkim wybaczam.

WIERSZE

 

###

jedynym powodem dla którego George Sand wychodziła z łóżka Mistrza

były one:

braki czasoprzestrzennego raju, które zabraniały dosięgnięcia mnogowielkościowych urządzeń maszynowych, w których starodziejny czas (dawno pominąwszy energię)

wyciskał odlewy łukowatych cierni na białym dziewiczym pergaminie

odlewy:

zakleszczały się w łukowaty promienisty sposób skorpionowaty

na osi przekwaterowanej nadziei

zadziwiająco szybko wzlatywały ich popioły palone wiekuistym ogniem żądzy

ona nieoczekiwanie natknąć się nie mogła na szyny wodospadów koloru granatu

ONE  – PASKUDNE ODLEWY PROMIENI CZASU NA PERGAMINIE

drażniły przysłaniając blade od niewyspania końcówki źrenic Mistrza

od niechcenia zamaszyście kierując budyń swojego ciała, to w lewą to w prawą stronę, dostrzegając zapach granatowego morza pachnącego pomarańczą świtu.

= wyłączała budzik

 



ANTONIM URZECZYWISTNIONY



walka o spokój

spokojem walka

walka spokojna

premiera kolejnej sztuki w Teatrze Natury

spektakl jednorazowy jak jednorazowy papierowy talerz umazany ketchupem 

kumulusy tulą udami promienie

liźnięte wiatrem H2O niestrudzenie odwdzięcza się obserwatorowi za uważne skupienie spojówek na nieopisywalnych drobinkach złota poprzeplatanych zmarszkami ruchliwej czerni, która

kradnie źrenicom rozkosz a palcom mylne zgłoski

srogość wiatru już znudzona popołuniowym gniewem bogów

przegania obserwatora z kretesem

słoneczny telewizor koi walkę spokojem

promienie na tafli mokrego lustra znów pomagają toczyć

kamień ku górze




do Edwarda Stachury



Gdzie pętli sznur zaciska szyję

TAM o WESZ za daleko:

do poboczysk skąpanych słońcami

spacerów skończonych miłością nad rzeką

ze smaczności utkanych barw Leśnych Malin Milczących

latawców z czarno – białych gazet upierzonych skrzydliskami

Gdzie pętli sznur zaciska szyję

Tam zboża kłos zapładnia czerstwość chleba

Zmartwychwstania wschodu początki wskrzeszają jasność bólem

Gnania przed siebie bezlitosna POTRZEBA?

Pasie rozwścieczony ludzki rój

Tam pewien jesteś że nie ma nieba, gdzie pętli sznur zaciska szyję?

Już Stachu tam nic nie dolega?!?! …




DO MIŁOŚNIKÓW POEZJI RÓŻEWICZA, NA SPOKOJNĄ NIEDZIELĘ



pamiętaj abyś dzień święty święcił!

i co?

jesteśmy Ocaleni? my czyli kto?

furgony porąbanych ludzi, którzy nie zostaną zbawieni

wciąż tu są

skrzypiące koła na mrozie NIE CHCĄ/Ę SIĘ UGIĄĆ pod ciężarem powagi sytuacji, dźgane/a kikutami anorektycznych dusz

jałowe podesty gnijących władz lśnią w bursztynowym odbiciu krwi niewinnych

ach, o tym już przecież było…..!? przepraszam Cię Odbiorco Kolorowych Bilboardów

tamci i tak nie myślą o tym, a Ty już pewnie nie czytasz?

czytasz?!

- tamci nie płaczą patrząc przez palce jak furgonom z porąbanymi ludzmi, którzy nie zostaną zbawieni braknie miejsca na drodze do równości, wolności, demokracji,

Stare kłamstwo: Dulce et Decorum Est pro patria mori.

 

niedziela 13/09/1942, 43,44… czy 21/11/2012?



do Matki

ZA WÓD ogroMEM

ciszy miękkich połaci brak

gęstociepłych darmowych odcieni zieleni

SZCZEKAJĄC los szczędzi

nie zmąconych szeptów brzóz szumiących

wielki oddech chłodnego świtu pieści pijane powietrzem oszalałe ciała spalonych słońcem przepysznych samic motyla

zalotny szczebiot naturalnie czarnych rzęs kusi przebiegłych przybyszy odkrywających dawno zapomniane przestrzenie zatok źrenic

nie gniewaj się na mnie Polsko

w cichości wiejskiej chałupy sam chleba nie mogę wypiekać

krów paść

owiec strzyc

drew rąbać

to nie ten czas

za chlebem trza jechać

nie gniewaj się na mnie Polsko, Twych wilczych wymion zbyt mało…

JA tylko się boję że Cię rozbiorą

do naga

do naga

i gwałcić będą

przemocą przejmą

złoto pól

ryk jelenia

lot orła


MASKARADA CZEKOLADOWEGO MIKOŁAJA

$$$



Funkcjonalna sprzedaż uśmiechów

Za £

WYPLUWAM

jad pustych komplementów w zmęczone lica kobiet

Zombie konsumpcyjnego teatrzyku

mlaskaniem miażdżą wrażliwość

Ociekające śliną zimne palce chwytają w pośpiechu obiekty

Niemożność kupowania

Wykręca ich twarze grymasem jękolęku

A jednak fikcja okazała się jednojajową bliźniaczką rzeczywistości.