|
12.02.2010. |
|
Twarz wykrzywiona w grymasie wściekłej zawziętości. Trzyma niewidzialnego demona za gardło i tłucze po wrażym łbie twardą, potężną, metafizyczną pięścią. Demon rzuca się, miota, bełkocze klątwy i zaklęcia, ale on powstrzymuje je kilkoma fuckami wysyczanymi chrapliwie z silnym edynburskim akcentem. Wygląda na doświadczonego łowcę. Ma na sobie czarny, wytarty skórzany płaszcz, a pod nim czarny golf. Wiek około sześćdziesiątki. Jest szczupły, niewysoki, zbudowany z samych żelaznych ścięgien i mięśni. Włosy na jeża, siwe. Twarz pobrużdżona zmarszczkami, dodającymi jej raczej grozy niż starości, kilka blizn, małe sine tatuaże na szyi i karku. - Excuse me, please – przystanek przy Morrisonie. Łowca i demon odskakują od siebie, żeby przepuścić młodą kobietę, która podczas walki zajęta była czytaniem kolorowego magazynu. Teraz z gazetą pod pachą i torebką w ręku, schodzi na dół do wyjścia, za młodzieńcem z wielkimi słuchawkami na uszach. Łowca siada przy oknie, unosi pięść, syczy wściekłe wyzwanie i podejmuje walkę ze swym demonem.
|
|
Zmieniony ( 13.02.2010. )
|