| Izaak JK - Manifest Edynburski |
|
|
| 17.12.2007. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Izaak JK MANIFEST EDYNBURSKI
W naszej kulturze – śródziemnomorskiej – początków świadomego namysłu nad istotą i kryteriami wyróżnienia sztuki spośród wielości aktów i dzieł możemy doszukiwać się już w filozofii platońskiej i pitagorejskiej. Od tamtego czasu wymaga się od twórców działań mniej lub bardziej świadomych, by zarówno forma, jak i treść ich dzieł były nowatorskie, zindywidualizowane, oryginalne.
Przestrzeń, do której twórca wkracza jest w najwyższym stopniu nieskończona, chociaż nie można powiedzieć, że nie posiada wyraźnych ograniczeń. Z jednej strony ma ona naturę wyobraźni, dzięki czemu jest niewyczerplanym źródłem sztuki. Z drugiej zaś strony tak rozumiana przestrzeń ma wiele immanentnych i transcendentnych norm. Wynikają one z dotychczasowych osiągnięć teoretycznych i warsztatowych, jak również z norm społecznych. Widać to bardzo wyraźnie zarówno w głównych nurtach twórczości, jak i na jej poboczach, czego dobrą ilustracją są trudności demarkacyjne oraz nieustanne problemy ze zdefiniowaniem samej tej przestrzeni i współtworzących ją dzieł.
Przestrzeń tą wypełnia też literatura piękna, z przeogromną różnorodnością dokonań, począwszy od Gilgamesza i Pieśni nad pieśniami, a skończywszy na dadaizmie i postmodernizmie. Twórca jest więc szczęściarzem, gdy może czerpać w pełni z tej przestrzeni, odnajdując sens w świadomym zderzaniu inspiracji mających źródło we własnej wyobraźni z inspiracjami czerpanymi z wypełnionych już przez innych obszarów twórczości. Na ile świadome są owe akty zderzania ze sobą tego, co było, z tym, co będzie, na tyle świadomie twórca poszukuje własnej drogi. Czasami droga ta jest poszukiwaniem prawdy i twórca jest zmuszony, jak Laokoon, płacić najwyższą cenę. Innym razem droga ta jest zaszczytnym obowiązkiem, jaki wypełnia Judyta wobec wspólnego dobra – ojczyzny i najświętszej wiary. A czasami jest to trakt, na którym nie ma miejsca ani na wolność, ani na zniewolenie.
Twórcy najczęściej chodzą bezdrożami. Dopiero długa wędrówka pozwala powiedzieć coś więcej. Jedni poszukiwania artystyczne podejmują w pojedynkę, w zaciszu pracowni, bez angażowania się w spory i dysputy, niejako poza środowiskiem. Inni dążą do utworzenia własnej szkoły artystycznej, uczestnicząc w otwartej polemice ze współczesnymi im lub przeszłymi ośrodkami sztuki. Bywa i tak, że twórcy łączą się w luźne grupy, mające obok waloru kreowania środowiska również walory towarzyskie.
W warunkach nie pozwalających na budowanie statusu z pozycji dydaktyka sztuki czy pracownika nauki lub prestiżowej instytucji kultury, a także w sytuacji braku szczodrego mecenatu sztuki – dobrym sposobem poszukiwania własnej drogi jest działalność artystyczna w mniej lub bardziej nieformalnej grupie. Właśnie dział literacki portalu internetowego edinburgh.com.pl jest w założeniu ośrodkiem integrującym twórców i kreującym środowisko. Jest agorą dla pisarzy takich, jakimi jesteśmy my – związani z emigracją ekonomiczną lub polityczną. Szkocja jest dla nas krajem przyjaznym, ale my sami musimy zadbać o osobisty rozwój artystyczny. Wierzę, że zwłaszcza twórcy młodszego pokolenia dobrze wykorzystają dobrodziejstwo drugiej ojczyzny, w niedalekiej przyszłości uzyskując najwyższe światowe oceny dla swoich dzieł. Wierzę też, że pomocna w tym będzie przynależność do nieformalnej grupy pisarzy, krytyków, tłumaczy i czytelników, którzy gromadzić się będą wokół portalu, wykorzystując internet do publikowania oraz do merytorycznej dyskusji, z zachowaniem wolności tworzenia.
Edynburg, 15 grudnia 2007 r.
Podziel się artykułem
Prześlij dalej
Komentarze (29)
![]()
Pintowine
Powiedział:
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
... Kultura srodziemnomorska... chyba nie tylko. Zwlaszcza w Szkocji... Ale ja nie o tym. Manifest Awangardy Krakowskiej, Miasto Masa Maszyna: "minimum slow, maksimum tresci", futurysta Marinetti: "Ryczacy samochd (...) piekniejszy od Nike z Samotraki", komunisci: "Proletariusze wszystkich krajow...", a Manifest edynburski: "Mamy Portal Wiec Piszmy...?" Ja Padlem Na Kolana... |
|
the artysta
Powiedział:
|
!!!!!++++ Nie zgodze sie z przedowca. Ten mainifest jest wielki! W warunkach w jakich sie znajdujemy, czesto bez kontaktu z innymi piszacymi, czesto otoczeni ludzmi, ktorzy nie rozumieja ani slowa z calej literatury...czego chciec wiecej. Mysle, ze przekaz nie mial brzmiec :"Mamy portal wiec piszmy", tylko "W koncu mamy okazje sie spotkac, wiec sie spotkajmy". Przynajmniej jest miejsce, w ktorym piszacy moga sie wyzyc, a niepiszacy moga poczytac. A kto wie, moze pewnego dnia powstanie cos na skale MMM. Z pewnoscia nie powstanie, gdy wszyscy beda pisac do szuflady... Pytanie: piszesz cos Pintowine, czy raczej czytasz? pzdr. |
|
Pintowine
Powiedział:
Pintowine
Powiedział:
user_1
Powiedział:
ijk
Powiedział:
|
... Jestem troche zaskoczony postawą Pintowine. Jego zarzuty ani nie są jakąś godną uwagi prowokacją, ani nie są spójne treściowo, ani nie są jakąkolwiek pozytywną propozycją. Wręcz przeciwnie: gdyby wczytać się konsekwentnie w wynurzenia Pintowine, ukaże się nam obraz bardzo ponury, zwłaszcza w warstwie etycznej i moralnej. Czy mój interlokutor zdaje sobie sprawę z tego, co faktycznie tutaj napisał? Zwłaszcza wobec stwierdzenia, że czyta... Pozostała z tego tylko próba poklepywania i mnie, i całego otoczenia po plecach, lecz nie wydaje mi się, żeby była ona w najmniejszym stopniu prawomocna. Uzurpacja, ot co! |
|
Pintowine
Powiedział:
rgasiore
Powiedział:
ijk
Powiedział:
|
... Piszesz, drogi rgasiore, ze "gdyby jednoznacznie zdefiniowano najpierw pojecie 'manifest' nie byloby dalszych nieporozumien - sama definicja wskazalaby prawde". Nie jestem tego pewien, chyba ze stanowisko Pintowine polega na zarzucaniu mi, iz MANIFEST EDYNBURSKI blednie nazwalem manifestem. W takim przypadku mialbys rgasiore racje. Jednakze wyjasnienie tej sprawy nalezy nie do mnie, lecz do Pintowine. Mnie osobiscie wydaje sie, ze Pintowine chcial jedynie wyrazic swoje emocje, szukajac w ten sposob potwierdzenia takich czy innych wyobrazen o samym sobie. Wielu ludzi wykorzystuje dzisiaj do tego celu mozliwosc zglaszania komentarzy w internecie. Drogi rgasiore! Gdybym nie mylil sie w tej diagnozie, mielibysmy w takim razie do czynienia ze sporem zupelnie pozornym. Jezeli jednak myle sie i Pintowine wszedl w spor merytoryczny, to oczekiwalbym w pierwszym rzedzie zderzenia jakichs wyraznie sformulowanych idei, a dopiero nieco pozniej z natury swojej niejasnych emocji. Pozdrawiam, ijk |
|
Pintowine
Powiedział:
ijk
Powiedział:
Pintowine
Powiedział:
|
... 1. "Od tamtego czasu wymaga się od twórców działań mniej lub bardziej świadomych, by zarówno forma, jak i treść ich dzieł były nowatorskie, zindywidualizowane, oryginalne." Nie. Ars, arte oznacza bieglosc... Wymagano wiec perfekcji w rzemiosle, dazenia do doskonalosci w ODTWORZENIU, nasladowaniu natury (mimesis)... Nie oryginalnosci. To w sztuce antycznej. U poczatkow polskiej poezji zarowno Janowi, Piotrowi Kochanowskiemu jak i wielu innym tworcom zdarzalo sie trawestowac czy nawet przekladac po prostu arcydziela europejskiej poezji podpisujac je wlasnym nazwiskiem. Nikogo to nie dziwilo. Nie oznacza to, ze nie byli oryginalni. Ale refleksja nad tym to juz dziedzina poetyki immanentnej, nie normatywnej, ktora implikuje sformulowanie "wymaga sie", uzyte przez Izaaka. Dopiero ok 18 w. zaczeto uzywac pojecia "sztuki piekne" w naszym (mniej wiecej), wspolczesnym rozumieniu. Wczesniej bylo to rzemioslo. Oryginalnosc, indywidualnosc, jako kryterium oceny dziela sztuki pojawilo sie "w naszej kulturze – śródziemnomorskiej" wraz z formacja rozwichrzona, zbuntowana i gwizdzaca na normatywne poetyki - czyli romantyzmem. Ale to 19 w. a nie antyk. 2. "począwszy od Gilgamesza i Pieśni nad pieśniami, a skończywszy na dadaizmie i postmodernizmie." Proponowalbym dac literaturze i sztuce w ogole, jeszcze troche pozyc... Postmodernizm ma juz chyba najlepsze chwile za soba, bardzo ciekwawie pisze o tym Donald Kuspit w ksiazce pt. Koniec sztuki (Gdansk 2006). Kto wie czy wystawa Polish Art Scotland w Secret Arcade nie jest w pewnym sensie odbiciem tendencji opisywanych przez Kuspita, a takze echem (w pozytywnym tego slowa znaczeniu) jego slynnej wystawy w Gdansku zatytulowanej "Nowi Dawni Mistrzowie". Ale o tym moze przy innej okazji... 3. Poetyka manifestu nie jest poetyka normatywna, wiec trudno podac jednoznaczna definicje manifestu. Jednak mowiac po prostu, manifest jest po to aby cos zamanifestowac. Stad zacytowane przeze mnie slynne manifesty, ktore mialy zburzyc dawny porzdek, wstrzasnac opinia spoleczna itp. Manifest Edynburski kojarzy mi sie z grupka akademicko ubranych panow z niewielkim transparentem gloszacym 2+2 =4. Moze warto o tym czasem przypomniec, ale zaraz manifestowac? Dpoisujac wczwesniej cala historie matematyki? Jeszcze raz: nie polemizuje z idea pisania w portalu, integrowania sie tworcow wokol niego. Wrecz przeciwnie, nie wyobrazam sobie by moglo byc inaczej. Portal jest swietny, ludzie z nim zwiazani sa wspaniali (prosze nie mylic tego z poklepywaniem, to nie w moim stylu). Polemizuje z tekstem, ktory po prostu, wg mnie, jest slaby. |
|
ijk
Powiedział:
|
... Wielce Szanowny Pintowine! Nadszedł ten czas, gdy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, przemyśleć swoje postępowanie, ponownie podjąć trud odpowiedzi na pytanie, kim jestem i dokąd zmierzam... Dla niektórych z nas to czas, po którym już nigdy nic nie będzie takie, jak przedtem. A wszystko przez moją ambicję, by powstało poważne, piszące bardzo dobrą literaturę i wspólnie występujące na zewnątrz środowisko polonijne pisarzy i poetów w Szkocji. Opublikowałem przy tym – jak mi się wydawało – zupełnie jasny w swojej wymowie, po prawdzie całkowicie niewinny tekst, którego celem było podkreślenie ważnego faktu: powstania na portalu edinburgh.com.pl działu literackiego. Jedyną sporną w nim kwestią, o którą batalie toczą się od zawsze jest zagadnienie granic wolności tworzenia. Ja rozstrzygnąłem tą kwestię absolutnie skrajnie, odrzucając jakiekolwiek ograniczenia twórczości (przyjmuję tutaj stanowisko analogiczne do zasady anything goes z “Against Method” Paula K. Feyerabenda, lecz oczywiście odrzucam stanowiska zrywające z wszelką tradycją, jak to miało miejsce np. u dadaistów czy postmodernistów). W moim przekonaniu takie postawienie sprawy jest uczciwe, ponieważ środowisko literackie dopiero powstaje, pisarze nie poznali się nawet osobiście, zatem zupełnie sztuczne byłoby układanie szczegółowego kanonu postępowania. Sądziłem, że jedynymi w tej sytuacji kryteriami ocen dzieł literackich powinny być ogólnie znane i bardzo intuicyjne pojęcia twórczości nowatorskiej, zindywidualizowanej i oryginalnej. Jednocześnie moją intencją nie było przedstawienie Manifestu Edynburskiego jako jakiejś dysertacji naukowej, lecz po prostu jako osobistej wypowiedzi skierowanej do użytkowników portalu edinburgh.com.pl. (nazwanie tej wypowiedzi manifestem jest zgodne z normalnym sposobem użycia tego terminu). Liczyłem też na merytoryczną dyskusję choćby o szansach powstania naszego środowiska i o pomysłach na dalsze wspólne działania integracyjne. I bardzo się przeliczyłem! Zamiast rzeczowej dyskusji – nie bardzo wiadomo, w jakim celu użytkownik portalu PINTOWINE DAŁ POPIS MANIPULACJI, jakiej już dawno w dziedzinie literatury nie czytałem. Jest to jednocześnie ten sam rodzaj manipulacji, której dokonuje (jakakolwiek) władza (najczęściej totalitarna), gdy nie akceptuje wolnej twórczości i dąży wszelkimi sposobami do upokorzenia niewygodnych jej twórców. Nie wiem, czy Pintowine świadomie dokonał manipulacji, czy po prostu tak jakoś (głupio) wyszło. Cały czas mam nadzieję, że gdzieś ukryte jest jakieś pociągające intelektualnie tzw. drugie dno, które pozwoliłoby nam rzecz całą potraktować anegdotycznie. Dlaczego szukam jakiegoś pozytywnego podtekstu? Z przyczyn wyłącznie osobistych: wolę mieć stu przyjaciół, niż jednego wroga. Poza tym są też oznaki swoistego drugiego dna w samej polemice Pintowine, ponieważ DOSŁOWNIE WSZYSTKO WYWRÓCIŁ ON DO GÓRY NOGAMI. Gdybyśmy zatem mieli tutaj do czynienia z zabiegiem świadomym, oznaczałoby to jakąś ukrytą puentę, co by mnie bardzo ucieszyło. Pintowine bowiem sugeruje, że ja jestem zwolennikiem poetyki normatywnej, chciaż jest dokładnie odwrotnie: jawnie opowiadam się za nieograniczoną wolnością twórczą pisarzy, ale ze świadomością istnienia tradycji. Pintowine pisze, że poetyka manifestu nie jest poetyką normatywną, chociaż jest odwrotnie: faktycznie istnieje bowiem zespół norm, które są charakterystyczne dla takiej wypowiedzi, jaką jest manifest. Pintowine pisze, że trudno podać jednoznaczną definicję manifestu, chociaż jest odwrotnie: definicja ta nie przedstawia większych problemów (zarówno w ujęciu nominalnym, jak i w stylizacji językowej). Pintowine pisze, że przed wprowadzeniem do użycia pojęcia sztuk pięknych (co miało miejsce w XVIII wieku) istniało tylko rzemiosło (i w konsekwencji: przed XVIII wiekiem istniały tylko wyroby rzemiosła, a nie sztuki), chociaż jest odwrotnie: dzieła sztuki istniały niezależnie od tego, jak konwencja językowa w danej epoce je nazywała. Pintowine pisze, że mimesis to zasada naśladowania natury, a nie zasada twórczej działalności człowieka, chociaż jest odwrotnie: mimesis była zasadą nie zwykłego naśladowania czy to natury, czy (także) dzieł starożytnych mistrzów, lecz naśladowania twórczego. Można by ciągnąć te przykłady wywracania wszystkiego do góry nogami. – Czy tego rodzaju poprzekręcane tezy mogą służyć za argumenty na rzecz stanowiska Pintowine, że Manifest Edynburski jest po prostu słaby? Doprawdy nie wydaje mi się. Może jest inaczej: jeśli wszystkie tezy Pintowine są przekręcone, to również i jego stanowisko na temat jakości Manifestu Edynburskiego także należy czytać a rebours? Tego jednak nie wiemy. Na wszelki więc wypadek poniżej w dziesięciu Dodatkach traktuję polemikę Pintowine wprost, odpierając wszystkie jego zarzuty, żeby nie było żadnych niedomówień. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 1. UWAGI WSTĘPNE 1. Wypowiedź Pintowine rozczarowała mnie do tego stopnia, że niechętnie piszę tą część mojej polemiki. WIĘKSZOŚĆ OPINII PINTOWINE JEST ALBO FAŁSZYWA, ALBO BŁĘDNA. Nie spodziewałem się tego po Pintowine! W sposób zupełnie dowolny, nie licząc się z tekstem Manifestu Edynburskiego, wyciągając z kontekstu sformuławania, wkładając w moje usta poglądy, które są mi obce i które nie wynikają z treści Manifestu, wypowiadając to wszystko z namaszczeniem godnym lepszej sprawy – Pintowine ocenia, poucza, zapowiada zajęcie się innymi tematami... 2. Zmuszony konwencją sporu wykażę w jak największym skrócie owe fałszywe tezy, prezentując poniżej 15 GRZECHÓW GŁÓWNYCH PINTOWINE. 3. Potwierdziły się moje przypuszczenia (o czym pisałem już wcześniej podczas tej dyskusji), że Pintowine nie ma nic do powiedzenia. Teraz widać wyraźnie, że on jedynie po prostu CZEPIA SIĘ I NIC WIĘCEJ. Tak postępuje ktoś, kto ma na celu wyłącznie upokorzenie drugiej osoby (wiele już razy w moim życiu doświadczyłem tego na własnej skórze.... i co ciekawe, schemat realizacji takiego celu zwykle był podobny). Pintowine robi to przy tym więcej niż nieudolnie. Śmiem podejrzewać, że omawiana tutaj wypowiedź Pintowine jest pierwszą w jego życiu samodzielną wypowiedzią na piśmie, ponieważ aż roi się w niej od błędów popełnianych zazwyczaj właśnie przez nowicjuszy. 4. Tak czy inaczej muszę stanowczo zareagować, żeby dać Pintowine możliwość refleksji... nad samym sobą. A użytkowników portalu zachęcam do zastanowienia się nad odpowiedzialnością za wypowiadane przez nas słowa. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 2. BŁĘDY (A) Oto wykaz ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w pierwszej (1.) części jego stanowiska: Ze zwrotu “wymaga się” Pintowine wyprowadza fałszywą tezę, że w Manifeście Edynburskim proponuję poetykę normatywną. Pintowine napisał bowiem: “Nie oznacza to, że nie byli oryginalni. Ale refleksja nad tym, to już dziedzina poetyki immanentnej, a nie normatywnej, która implikuje sformułowanie “wymaga się” użyte przez Izaaka”. - Są to jednak jawne niedorzeczności, ponieważ: a). w Manifeście Edynburskim wyraźnie i wprost proponuję współpracę z działem Deser – Literatura na warunkach zachowania przez pisarzy wolności tworzenia, przy zachowaniu świadomości zastanej (najszerzej rozumianej) tradycji. Dlaczego więc Pintowine nagle twierdzi, że z mojego stanowiska wynika jakaś poetyka normatywna? A dodam, że poetyka normatywna, to zbiór postulatów i reguł postępowania określających w danej epoce lub szkole artystycznej ideał dzieła literackiego. Czy gdziekolwiek w Manifeście zgłaszam tego rodzaju postulaty, jakieś reguły pisania tekstów, czy wymądrzam się wskazując na jakiś ideał, odrzucając całą resztę, nie pasującą do niego? Przecież nic takiego tam nie ma. Dokładnie przeciwnie: ma miejsce zniesienie jakichkolwiek ograniczeń, przy jednoczesnym zachowaniu wiedzy na temat tradycji. b). w akapicie, z którego Pintowine wyrwał z kontekstu wyrażenie “wymaga się” (jest to pierwszy akapit manifestu) jeszcze nic nie mówię o samej literaturze. Mówię tam o wszelkiej twórczości, mającej wyraz w postaci zmaterializowanego dzieła sztuki. Dopiero w trzecim akapicie manifestu piszę o samej literaturze. Z tego powodu wywody Pintowine są niewłaściwym uproszczeniem lub spłyceniem, bowiem pisząc o literaturze pominął on wszelkie inne rodzaje twórczości, których dotyczy moja wypowiedź. Pintowine wyrwał z kontekstu to, co jego zdaniem jest przydatne do wniosku, jaki chce za wszelką cenę wykazać. Jest to jednak działanie nieprzyzwoite i zazwyczaj nieopłacalne. c). zupełnie bezpodstawnie Pintowine twierdzi, że wyrażenie “wymaga się” implikuje poetykę normatywną. A dodam, że implikuje, to prowadzi do określonych skutków. W swojej wypowiedzi Pintowine chciałby uznać za prawdziwe następujące rozumowanie: wymaganie od twórców oryginalności ich dzieł prowadzi do poetyki normatywnej. Przypomnę w tym miejscu, że Pintowine twierdzi to w komentarzu do fragmentu Manifestu, w którym mówię nie wyłącznie o literaturze, lecz o wszystkich dziedzinach sztuki. W tej sytuacji trudno sobie wyobrazić, by – jak chce tego Pintowine – można było zasadnie stosować postulaty i reguły postępowania określające ideał dzieła literackiego do dyscyplin innych, niż literatura. Nie wyobrażam sobie, by na przykład rozważać zastosowanie heksametru w dyskusji o ideale rzeźby. Jak widać, konsekwencje wypływające z tezy Pintowine prowadzić mogą z jednej strony do absurdu, z drugiej zaś do najcięższego kalibru błędu myślowego, tj. do błędu przesunięcia kategorialnego. d). powyższa teza Pintowine jest też fałszem na płaszczyźnie samej literatury, ponieważ myli on pojęcie idealnego kształtu dzieła literackiego, którym zajmuje się poetyka normatywna, z użytymi przeze mnie wyrażeniami: “nowatorskie, zindywidualizowane, oryginalne”. Oczywiście - nowatorstwo, zindywidualizowanie i oryginalność bywały uznawane za komponent ideału, ale nie wyłącznie one tworzyły kanon ideału. Na przykład w starożytności podstawowym komponenetem było piękno, a w pragmatyzmie użyteczności itd. e). krytykując kontekst, w którym zdaniem Pintowine nieprawidłowo posłużyłem się wyrażeniem “oryginalność” (“Nie oznacza to, że nie byli oryginalni. Ale refleksja nad tym, to już dziedzina poetyki immanentnej, a nie normatywnej”) popełnia on kolejne błędy. Popatrzmy na rekonstrukcję tego, co moim zdaniem Pintowine chciałby w przytoczonym wyżej rozumowaniu nam powiedzieć: “pisarze byli oryginalni, ale Izaak myli się, gdy o tym pisze, ponieważ on pisze w ramach poetyki normatywnej, a oryginalność można zasadnie rozważać na płaszczyźnie poetyki immanentnej...”. Oprócz dotychczas wymienionych błędów dochodzi kolejny: Pintowine najpierw wmawia mi jakąś postawę związaną z normatywnością (o czym była już wyżej mowa), a następnie przeciwstawia sobie dwie poetyki: immanentną i normatywną, sugerując, jakoby one funkcjonowały w na tyle różnych obszarach nauki o literaturze, że mają zasadniczo odrębne przedmioty rozważań, co powoduje, iż o oryginalności dzieła literackiego można zasadnie mówić wyłącznie na gruncie poetyki immanentnej. Tymczasem tak nie jest: teoria dzieła literackiego, czyli in. poetyka, ma za swój przedmiot badań analizę i systematykę form literackich, czyli poetykę opisową, jako najogólniejszą dziedzinę badań. Następnie poetyka ma bardziej szczegółowe działy badań, w których przedmiot badań nie jest ogólny, lecz dotyczy jakiegoś wybranego fragmentu poetyki. Jako przykładowe można wymienić takie dziedziny szczegółowe poetyki, jak: badanie rozwoju form literackich na przestrzeni wieków, czyli poetykę historyczną oraz analizę celów i metod postępowania dla osiągnięcia ideału dzieła literackiego w danej epoce, czyli poetykę normatywną. A gdzie podziała się poetyka immanentna, którą Pintowine przeciwstawił poetyce normatywnej? Otóż – poetyka immanentna nie jest szczegółową dziedziną poetyki na tym samym poziomie teoretycznym, na jakim znajduje się poetyka normatywna, lecz jest jedną z części poetyki historycznej. W ramach tej poetyki bada się zasady i immanentne reguły dzieła literackiego, by móc ustalić, czy dany utwór odpowiada zasadom, na podstwawie których kwalifikujemy utwory ze względu na to, czy spełniają one, czy nie wymogi stawiane dziełom literackim w danej epoce historycznej. Widać z powyższego, że wyrażenie “immanentne” oznacza “wewnętrzne” w odniesieniu nie do wnętrza twórcy, tylko do zawartości dzieła literackiego. Dopiero porównanie zespołu cech takiego dzieła z zespołem wymogów stawianych dziełom w epoce, w której ono powstało – pozwala na ocenę, czy dzieło to spełnia wymogi, w jakim stopniu, itp., a zatem, czy ma walory oryginalności (wobec owego zespołu norm), czy jest nowatorskie (wobec owej epoki historycznej), czy posiada cechy zindywidualizowania (wobec innych dzieł innych twórców z tej epoki). Widzimy stąd, że sam pomysł Pintowine, by podjąć próbę przeciwstawienia w taki sposób poetyki normatywnej i immanentnej jest całkowicie chybiony. Przecież poetyka immanentna zajmuje się zestawem mniej lub bardziej spełnianych norm z listy norm, należących do przedmiotu badań poetyki normatywnej. A ponadto: dopiero wyniki obu tych poetyk pozwalają na analizę takich ewentualnych cech danego dzieła literackiego, jak oryginalność, zindywidualizowanie czy nowatorstwo. Pintowine popełnił błąd próbując udowodnić tezę, że to poetyka immanentna zajmje się takimi pojęciami, jak oryginalność dzieła literackiego, a poetyka normatywna nie. Ani jedna, ani druga, lecz obie łącznie, na ogólniejszym teoretycznym poziomie! Dzieje się tak nieprzypadkowo: wszystkie te poetyki mają bardzo zbliżony przedmiot badań i zajmują się w przybliżeniu prawie tym samymi aspektami wspólnego dla nich obszaru rzeczywistości. Krótkie podsumowanie: Tyle główniejszych błędów – przede wszystkim rzeczowych – popełnił Pintowine zaledwie w dwóch zdaniach swojej wypowiedzi! Podkreślam: główniejszych błędów. A im dalej w las, tym więcej... Pominąłem też wskazanie nielojalnych chwytów erystycznych, skądinąd bardzo interesujących, choć niemoralnych. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 3. BŁĘDY (B) Oto dalszy ciąg wykazu ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w pierwszej (1.) części jego stanowiska: Ze zdania: “Od tamtego czasu wymaga się od twórców działań mniej lub bardziej świadomych, by zarówno forma, jak i treść ich dzieł były nowatorskie, zindywidualizowane, oryginalne” Pintowine ponownie wyciąga z kontekstu wyrażenie “oryginalne”, zarzucając mi absolutnie bezpodstawnie, że popełniłem błąd rzeczowy, ponieważ jego zdaniem ani w starożytności, ani później, aż do XIX w. kryterium oryginalności nie występowało. I znowu Pintowine balansuje pomiędzy błędną wiedzą, niewiedzą i być może naiwnym przekonaniem, że z tego ambarasu można wyjść na swoje... Problem jednak w tym, że Pintowine myli się ponieważ: a). ponownie odnosi on swoje uwagi do samej literatury, chociaż ja w pierwszym akapicie Manifestu Edynburskiego piszę o wszystkich dyscyplinach sztuki, natomiast wyłącznie o literaturze piszę dopiero w trzecim akapicie. Pintowine kolejny raz popełnia ten sam rodzaj błędu, który opisałem wyżej w części “Dodatek 2, pkt. b.” b). pisze Pintowine tak: “Nie. Ars, arte oznacza biegłość... Wymagano więc perfekcji w rzemiośle, dążenia do doskonałości w odtworzeniu, naśladowaniu natury (mimesis).. Nie oryginalności. To w sztuce antycznej. [...] Dopiero w 18 w. zaczęto używać pojęcia “sztuki piękne” w naszym (mniej więcej), współczesnym rozumieniu. Wcześniej było rzemiosło”. Zupełnie błędnie Pintowine wyklucza kategorię oryginalności z twórczości człowieka na przestrzeni mniej więcej siedmiu tysięcy lat. U podstaw tej tezy leży fałszywa przesłanka, że akt odtworzenia jakiejkolwiek rzeczywistości wyklucza element twórczości. A stąd już prosta droga do wykluczenia z listy cech dzieła sztuki cechy oryginalności. Znany fakt, że w starożytności obowiązywała zasada mimesis nie uprawnia do odrzucenia kryterium twórczości człowieka. Błędnie bowiem przyjmuje Pintowine, że memesis oznacza naśladowanie natury. To jest całkowicie dowolne zawężenia tego terminu, podporządkowane wyłącznie uzasadnieniu przez Pintowine fałszywej tezy. – Memesis bowiem, to zasada nie zwykłego naśladowania natury (lub starożytnych mistrzów), lecz naśladowania twórczego. I w takim brzmieniu zasada ta funkcjonowała w antyku, a następnie została zaakceptowana w renesansie, dzięki czemu nie zajmowano się wyłącznie kopiowaniem starożytnych rzeźb, obrazów czy eposów, lecz przede wszystkim tworzono nowe. Ponadto musimy pamiętać, że Arystoteles, który stał na stanowisku, iż sztuka ma charakter mimetyczny, dokonał ze względu na to stanowisko rozróżnienia znaczeniowego pomiędzy twórczym odtwarzaniem świata w poezji i w tragedii a twórczym odtwarzaniem świata w pozostałych rodzajach sztuki. Zdaniem Arystotelesa poeci naśladują świat w całości, czyli zupełnie inaczej, niż na przykład rzeźbiarze czy malarze. W przypadku tragedii zaś Arystoteles w ogóle odrzucił zasadę mimesis! Uznał on bowiem, że celem tragedii powinno być wywołanie katharsis, a nie naśladownictwo. Jak z powyższego widać, właśnie w dziedzinie literatury, której w największym stopniu dotyczą uwagi Pintowine, nie jest tak, jak Pintowine twierdzi. c). z faktu, że w danej epoce nie występuje pojęcie “sztuki piękne” Pintowine błędnie wyciąga wniosek, że wcześniej możemy mówić tylko o rzemiośle, a nie o sztuce (“Wcześniej było rzemiosło”). Z tego, że coś jest nienazwane lub nazwane inaczej, nie można wnosić, że tego czegoś nie ma. Konwencja języka polskiego jak najbardziej dopuszcza używanie wyrażenia “dzieło sztuki” w stosunku do – że wymienię jedynie przykładowo – dwóch potworów z Palety Narmera (datowane na XXXI w. pne.), eposu starożytnego Dwurzecza Gilgamesz (datowany na XXIV/XXIII w. pne.), a także trochę młodszych: Pieśni nad pieśniami, siedmiu cudów świata starożytnego, Antygony, siedmiu cudów średniowiecza, Aleksjady, Mona Lisy i wielu innych wytworów ludzkich umysłów i rąk. Czy Pintowine uważa, że jedyną dopuszczalną formą wypowiadania się na przykład o sztuce antycznej jest nazywanie dzieł antycznych wytworami rzemiosła? Możemy tutaj dla zabawy spróbować... Oto (jedna z możliwych) przeróbka mojej wypowiedzi – zapisana zgodnie z kanonami Pintowine: “Od rzemieślników aż do 18 w. nowej ery nie można wymagać, by forma i treść ich wytworów rzemieślniczych były nowatorskie, zindywidualizowane i oryginalne, ponieważ wytwory te nie były dziełami sztuki (dopiero od 18 w. nowej ery istnieją dzieła sztuki), zatem bezprzedmiotowe jest mówienie o nowatorstwie, zindywidualizowaniu czy oryginalności czegoś, co nie istnieje. Przed 18 w. nowej ery było rzemiosło”. Brawo Pintowine! Czy teraz widzisz, do czego prowadzić mogą twoje propozycje? Sztuczność tego rodzaju wypowiedzi jest aż nazbyt wyraźna. Dlaczego? Ponieważ większość z nas słusznie uznaje, że już w starożytnym Międzyrzeczu (skąd wywodzi się kultura Basenu Morza Śródziemnego) społeczności Sumerów, Semitów, Babilończyków i wiele innych stworzyły dzieła sztuki na miarę największych w swoim rodzaju. A cóż dopiero działo się w tym względzie w starożytności i w kolejnych epokach! Tyle na temat próby podważenia przez Pintowine pewnej konwencji językowej. d). z w/w związany jest kolejny błąd: Pintowine całkowicie bezpodstawnie wnioskuje, że jeśli definicja konstrukcyjna wprowadza do języka nowy termin na oznaczenie nim znanych już i wcześniej oznaczanych innym terminem zjawisk, zdarzeń, związków lub rzeczy, to następuje istotna zmiana cech owych zjawisk, zdarzeń, związków lub rzeczy. Nic bardziej mylnego. Niezależnie od tego, czy Boską komedię Dantego, Trzy Gracje Rubensa, wystawionego na scenie teatralnej Hamleta Shakespeare'a itd. nazwiemy wyrobami rzemieślniczymi, czy wytworami sztuk pięknych, to zmiana nazewnictwa dotyczyć będzie przede wszystkim ich relacji do wytworów innych rodzajów sztuki i innych rodzajów rzemiosł (takich, jak garncarstwo, budownictwo, itd., ale też do wyrobów tzw. rzemiosła artystycznego takich, jak lutnictwo, medalierstwo, tkactwo, drukarstwo, złotnictwo itd.). Wprowadzenie tego rodzaju definicji konstrukcyjnej do języka wymusza zmianę określenia dotychczasowego na nowe przy pomocy definicji regulującej. I na tym koniec. Nie można z faktu, iż nie było wówczas nazwy “sztuki piękne” wnosić, iż w starożytności nie oczekiwano od twórców wykonania dzieł na określonym poziomie, o określonych cechach, łącznie z cechą oryginalności, niezależnie od tego, że pewne zjawiska, zdarzenia, relacje i rzeczy inaczej nazywano. To była przecież praktyka powszechna, mająca swoje źródło w systemie mecenatu sztuki, obowiązującym aż do czasów nam współczesnych. Krótkie podsumowanie: Tak, jak poprzednio, Pintowine – tym razem w zaledwie pięciu linijkach tekstu – popełnił tyle poważnych błędów! Główniejszych błędów, co oznacza, że jest ich więcej... |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 4. BŁĘDY (C) Oto kontynuacja wykazu ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w pierwszej (1.) części jego stanowiska: Pintowine pisze tak: “Oryginalność, indywidualność, jako kryterium oceny dzieła sztuki pojawiło się “w naszej kulturze – śródziemnomorskiej” wraz z formacją rozwichrzoną, zbuntowaną i gwiżdżącą na normatywne poetyki – czyli romantyzmem. Ale to 19. w. a nie antyk”. W tym przypadu, podobnie jak poprzednio, Pintowine popełnia błędy rzeczowe i myślowe, błędnie przyjmując, że romantyzm był formacją pozbawioną norm. Nie tylko nie był pozbawiony norm, lecz brał je także wprost z antyku. Ale po kolei: a). w zdaniu: “Oryginalność, indywidualność, jako kryterium oceny dzieła...“ Pintowine zniekształca moją wypowiedź, zamieniając użyte przeze mnie wyrażenie “zindywidualizowane” na zupełnie inne zakresowo, a nawet inne treściowo wyrażenie “indywidualność”. Jest to poważny błąd, polegający na tym, że Pintowine nie rozumie tekstu, z którym stara się polemizować, przez co pojawiają się w jego tekście dodatkowe idiotyzmy. Moja wypowiedź dotyczy nie indywidualności człowieka, zwłaszcza twórcy, jak chciałby Pintowine, powołując się na romantyzm, lecz zindywidualizowanej formy i treści działa sztuki: “...by zarówno forma, jak i treść ich dzieł były nowatorskie, zindywidualizowane, oryginalne.” Zindywidualizowane, to w mojej wypowiedzi takie dzieła, które ze względu na charakter swojej formy i treści są identyfikowalne z twórcą lub szerzej, ze szkołą artystyczną. b). Pintowine od samego początku tej dyskusji ma zupełnie niezrozumiałe i całkowicie błędne zastrzeżenie do umiejscowienia przeze mnie źródeł naszej kultury w Basenie Morza Śródziemnego. Pisze on tak: “Kultura śródziemnomorska... chyba nie tylko. Zwłaszcza w Szkocji... Ale ja nie o tym” (wypowiedź Pintowine podczas dyskusji z dnia 21 grudnia 2007 roku). Wprawdzie zawiesza on swój sąd, zgłaszając jedynie wątpliwość i pozostawiając ją bez jakiegokolwiek uzasadnienia, jednakże ta wątpliwość musi tkwić bardzo głęboko w świadomości Pintowine, ponieważ przytacza moją opinię na temat źródeł naszej kultury w sposób mający podkreślić moją odautorską wypowiedź. Tymczasem wiedza na ten temat jest aż nadto ugruntowana, nie jest to przecież moja nowatorska opinia. Poza tym dopatrywanie się przeze Pintowine źródeł kultury europejskiej, w szczególności w związku z faktem, że dzisiaj mieszkamy i tworzymy w Szkocji, w odległej w czasie i słabo rozpoznanej kulturze Druidów – jest całkowicie błędne. Istotna jest bowiem ta kultura, w której zostaliśmy wychowani i wykształceni, zarówno my, jak i znakomita większość Europejczyków, a nie sama okoliczność, że w starożytności istniała w Irlandii i Szkocji mało dzisiaj znana kultura Druidów, z ich wierzeniami, strojami i muzyką. Istnienia społeczności Druidów nikt tutaj nie kwestionuje. Pintowine popełnia jednak błąd zarzucając mi, że pomijam lokalną wyspiarską kulturę w Manifeście Edynburskim, sugerując, że miała ona wpływ na kształtowanie się kultury europejskiej. Otóż wiadomo, że żadnego znaczącego wpływu na kulturę europejską ona nie miała i w Manifeście Edynburskim miałem prawo całkowicie ją pominąć. c). błędnie Pintowine twierdzi, że wprowadzenie kryteriów oryginalności i indywidualności w ocenie dzieł sztuki wiąże się z odrzuceniem normatywnej poetyki w romantyzmie (“...z formacją rozwichrzoną, zbuntowaną i gwiżdżącą na normatywne poetyki – czyli romantyzmem”). Nie jest prawdą, że w epoce romantyzmu odrzucono kanony normatywne w twórczości literackiej. Wręcz przeciwnie: nie odrzucano norm, tylko je zmieniano. Zmiany te widoczne są przez cały okres historyczny i należy je traktować jako coś normalnego. Zmiany takie widać wyraźnie na przykładzie wczesnego baroku, gdy w manieryzmie antyczną ideę piękna zastąpiono subtelnością, wdziękiem i dysharmonią. W romantyzmie zaś nastąpił nawet pewnien powrót do norm antycznych, zwłaszcza w polskiej poezji tego okresu. Przecież nie wszyscy romantycy odrzucali klasyczne rozumienie piękna. Cyprian Kamil Norwid głosił konieczność “ucieleśniania” ideału w dziele sztuki, by pisarz w ten sposób upowszechniał piękno (które, jak u Platona, jego zdaniem łączy się z doskonałością). d). myli się Pintowine tym bardziej, że jeszcze wyraźniej widoczne są zapożyczenia pisarzy romantyzmu z dorobku antyku w twórczości samego Adama Mickiewicza, który stosuje heksametr w Pieśni Wajdeloty z “Konrada Wallenroda”. Heksametr stosuje także Cyprian Kamil Norwid w “Bema pamięci żałobnym rapsodzie”. Heksametr zastosowany przez polskich romantyków wzorowany jest na heksametrze antycznym i nosi nazwę heksametru polskiego. W heksametrze polskim zamiast iloczasu zastosowano trocheje i daktyle. Jak widać – można bezpiecznie przyjąć, że do XIX wieku stylistyka była zbiorem wywodzących się z antyku normatywnych zasad pięknego wypowiadania się w piśmie i mowie, a dopiero począwszy od XX wieku nastąpiła całkowita zmiana perspektywy badawczej, polegająca na tym, że językoznawcy zaczęli uwzględniać wiele innych, bardziej różnorodnych czynników kształtowania dzieła literackiego. Wszystkie przytoczone przeze mnie fakty Pintowine pomija, czyniąc swoje wywody błędnymi. Krótkie podsumowanie: I tutaj również, podobnie jak poprzednio, Pintowine – tym razem w zaledwie w dwóch zdaniach – popełnia bardzo poważne błędy! Nie rozważam i tym razem nielojalnych chwytów erystycznych. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 5. BŁĘDY (D) A oto wykaz ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w drugiej (2.) części jego stanowiska: Pintowine pisze: “począwszy od Gilgamesza i Pieśni nad pieśniami, a skończywszy na dadaizmie i postmodernizmie”. Proponowałbym dać literaturze i sztuce w ogóle, jeszcze trochę pożyć...”. W przywołanej tutaj wypowiedzi Pintowine cytuje fragment Manifestu Edynburskiego, wyrywając go z czytelnego konteksty, po czym stawia absurdalne zarzuty. Tą techniką upokarzania Pintowine posługuje się kilkakrotnie. Robi to jednak bardzo prymitywnie, co też chętnie wykażę: a). imputuje mi Pintowine, że w Manifeście Edynburskim zamierzam uśmiercić literaturę, a nawet sztukę (“Proponowałbym dać literaturze i sztuce w ogóle, jeszcze trochę pożyć...”). Tymczasem ja nigdzie nie stawiam ani tezy, że literatura czy sztuka umarły, ani nie postuluję tego, ani też nie prorokuję tego na przyszłość. W ogóle nie zajmuję się taką sprawą, jak śmierć literatury czy sztuki. Wypowiadam się natomiast o sztuce przeciwnie do tego, jak insynuuje Pintowine. W Manifeście Edynburskim piszę bowiem o twórczości jako o czymś nieskończonym: “Przestrzeń, do której twórca wkracza jest w najwyższym stopniu nieskończona (...) ma ona naturę wyobraźni, dzięki czemu jest niewyczerplanym źródłem sztuki (...) Przestrzeń tą wypełnia też literatura piękna, z przeogromną różnorodnością dokonań, począwszy od Gilgamesza i Pieśni nad pieśniami, a skończywszy na dadaizmie i postmodernizmie. Twórca jest więc szczęściarzem, gdy może czerpać w pełni z tej przestrzeni (...)”. Sądzę, że przytoczony kontekst zadaje kłam Pintowine i mój dalszy komentarz jest zbyteczny. b). pisze Pintowine: “Postmodernizm ma już chyba najlepsze chwile za sobą (...)”. Przyznam, że nie mogłem oprzeć się pokusie, by zacytować to zdanie. Jest w nim zawarty prosty i czytelny przekaz, że Pintowine nie jest tego pewien (“chyba”) i na tym koniec. Powołanie się na mało znaczący autoryter nic nie zmienia. Po pierwsze bowiem Pintowine kompletnie zagubił się w swoich rozważaniach, poruszając kwestie, które nie są w żadnym razie przedmiotem Manifestu Edynburskiego. Mamy tutaj do czynienia z zamierzoną nieuprawnioną zmianą tematu rozważań. Pintowine sam kreuje w swojej polemice uwagi o końcu sztuki, postuluje przy tym, że sztuka powinna jeszcze trochę pożyć, by w końcu napisać, że właśnie chyba skończył się postmodernizm. Aż chciałoby się zapytać: I co teraz, Pintowine? Czy już rzeczywiście jest z tymi twórcami koniec? To dopiero Pintowine nam pokazał, jak wyglądają “(...) mało pikantne flaczki...” (cyt. z wypowiedzi Pintowine w dyskusji z dnia 3 stycznia 2008 r.). c). właściwie uwaga Pintowie o postmodernizmie jest jedynym momentem w jego wypowiedzi, w którym porusza problem, mogący stać się punktem wyjścia do dyskusji na temat tego, co dalej z literaturą i w ogóle ze sztuką w XXI wieku? Pintowine jednakże znalazł się w tym potencjalnym punkcie wyjścia do konstruktywnej dyskusji z pobudek wyłącznie destrukcyjnych. Potwierdzeniem tego jest fakt manipulacji na tekście Manifestu Edynburskiego, o czym była mowa wyżej, a poza tym także i to, że on nie stawia tego ważnego pytania. Tymczasem postmodernizm, zwany też ponowoczesnością miał swój początek w połowie XX wieku, a więc ponad pół wieku temu. Nurt wziął swój początek z idei ówczesnej kontrkultury. Z tej przyczyny stanowił on próbę negacji dotychczasowych osiągnięć nie tylko w obrębie samej sztuki. Wyznawcy ponowoczesności wyznawali relatywizm i w konsekwencji odrzucali normy. Dzisiaj do tego nurtu zaliczani są najwięksi współcześni twórcy (z pisarzy o korzeniach europejskich są to m.in.: Marcel Proust, James Joyce, Vladimir Nabokow, Samuel Beckett, Jacques Derrida, Jean Francois Lyotard, Paul K. Feyerabend, Michel Foucalt, Zygmunt Bauman, Umberto Eco). Krótkie podsumowanie: Podobnie jak poprzednio, Pintowine – i znowu zaldwie w dwóch zdaniach – popełnił poważne błędy! Oczywście także i tym razem pomijam rozważania na temat nielojalnych chwytów erystycznych. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 6. BŁĘDY (E) I w końcu wykaz ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w trzeciej (3.) części jego stanowiska: Pintowine pisze: “Poetyka manifestu nie jest poetyką normatywną, więc trudno podać jednoznaczną definicję manifestu. Jednak mówiąc po prostu, manifest jest po to aby coś zamanifestować”. Ponownie Pintowine jest w wielkim błędzie i to nie jeden raz: a). zupełnie błędnie twierdzi Pintowine, że poetyka manifestu nie jest poetyką normatywną. Manifesty z całą pewnością mogą być sporządzone zgodnie z kanonem pewnych norm, które tworzą poetykę normatywną. Zwłaszcza manifesty literackie, formułowane na piśmie. Nawiasem mówiąc wiadomo to z badań w ramach teorii i historii literatury. Podobnie rzecz się ma w stosunku do ogólniejszych manifestów artystycznych, o ile wyrażone są one w formie pisemnej. b). twierdzenie Pintowine, że manifest jest czymś, co ma związek z manifestowaniem (“manifest jest po to aby coś zamanifestować”) jest błędne na najwyższym poziomie błędu myślowego. Pintowine dopuszcza się tutaj poważnego błędu w definiowaniu, używając w definiensie wyrażenia, które znajduje się w definiendum. Definiuje więc on to samo przez to samo (“manifest” przez “zamanifestować”, przy czym “zamanifestować” to tyle samo, co “ogłosić manifest”). Poziom rozważań Pintowine jest w moim odczuciu – delikatnie mówiąc – nie do zaakceptowania. c). Manifest Edynburski musi bronić się sam. Nie jest manifestem czysto artystycznym, a nawet nie przede wszystkim artystycznym. Przypomnę, że celem jego ogłoszenia jest próba przyczynienia się do wykreowania naszego środowiska literackiego. Cel taki , jak mi się wydaje, pozytywnie ocenia także Pintowine (“Jeszcze raz: nie polemizuję z ideą pisania w portalu, integrowania się twórców wokół niego”). Przeszkadza mu tylko, że opublikowałem (również w tym celu) manifest. Najważniejszym artystycznym akcentem tego manifestu jest WSKAZANIE NA WOLNOŚĆ TWÓRCZOŚCI jako na podstawową wartość aktu tworzenia i najważniejszy atrybut twórcy (z uwzględnieniem konieczności uświadomienia sobie tradycji). Pintowine zupełnie to pomija! Dlatego całkwicie nietrafne jest obrazowanie przez niego manifestu (“Manifest Edynburski kojarzy mi się z grupką akademicko ubranych panów z niewielkim transparentem głoszącym 2+2=4”). Wolność należy rozumieć tutaj dokładnie przeciwnie, niż sugeruje Pintowine. Parafrazując jego żart: 2+2 ma nieskończenie wiele rozwiązań, łącznie z dopuszczeniem dowolnej definicji spójników “+” oraz “=”. Sugestia Pintowine, że Manifest Edynburski zawęża rozwiązanie ćwiczenia do jednego wyniku wynoszącego ”2” jest całkowicie nieuprawniona, ponieważ wynik “4” symbolizuje w obrazie Pintowine, jak rozumiem, wyłącznie jedno poprawne rozwiązanie. Tymczasem treść Manifestu jest jednoznaczna: “Wierzę, że pomocna w tym będzie przynależności do nieformalnej grupy (...) z zachowaniem wolności tworzenia” (jest to ostatnie zdanie Manifestu). Metafora, którą posłużył się Pintowine, pasuje być może do innych manifestów, jak choćby przywołanych przez niego: futurystów i komunistów. One właśnie nie zakładały wolności, lecz postulowały jej ograniczenie. I podobnie jest w metaforze Pintowine: przecież takie jedno poprawne rozwiązanie (wynik “4”) można osiągnąć wyłącznie poprzez przyjęcie ściśle określonych sformalizowanych reguł postępowania, sformułowanych u samych podstaw matematyki, w rachunkach logiki formalnej oraz w teorii mnogości. Jeśli więc tak to wygląda, to raczej należałoby uznać, iż to sam Pintowine doszukuje się jakichś reguł lub zgłasza potrzebę reguł, nie dostrzegając – z trudnych do ustalenia przyczyn (programowe pominięcie?, przeoczenie?, manipulacja i zła wola? mentalność?) – deklaracji wolności tworzenia. d). kontynując metaforę “matematyczną” pisze Pintowine: “Może warto czasem o tym przypomnieć, ale zaraz manifestować? Dopisując wcześniej całą historię matematyki?”. I znowu mamy do czynienia z grubiańską manipulacją. Przecież nigdzie w tekście Manifestu Edynburskiego nie są omawiane wątki historyczne, a cóż dopiero cała historia sztuki. Jeśli jest mowa o historii, to tylko w aspekcie tradycji, jaką zastaje twórca i z jakiej może czerpać na swojej twórczej drodze. e). i ten oto autor polemiki, niejaki Pintowine twierdzi, że poklepywanie mnie po plecach nie jest w jego stylu... no,no. Przypomnę zatem dwa zdania Pintowine: “Innymi słowy ... Twój Rzym nie dość płonie Izaaku... stać Cię na więcej...:))” ( wypowiedź Pintowine podczas dyskusji z dnia 3 stycznia 2008 roku) oraz: “proszę nie mylić tego z poklepywaniem, to nie w moim stylu” (wypowiedź Pintowine z dnia 11 stycznia 2008 roku). Jeśli jednak to wszystko nie jest ani Twoim poklepywaniem, ani Twoim żartem, to jaki jest Twój styl, Pintowine? Krótkie podsumowanie: Tym razem Pintowine w pięciu zdaniach popełnił wskazane wyżej błędy! Pominąłem jednakże omówienie nielojalnych chwytów erystycznych. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 6. BŁĘDY (E) I w końcu wykaz ważniejszych błędów rzeczowych i myślowych popełnionych przez Pintowine w jego polemice z dnia 11 stycznia 2008 r. w trzeciej (3.) części jego stanowiska: Pintowine pisze: “Poetyka manifestu nie jest poetyką normatywną, więc trudno podać jednoznaczną definicję manifestu. Jednak mówiąc po prostu, manifest jest po to aby coś zamanifestować”. Ponownie Pintowine jest w wielkim błędzie i to nie jeden raz: a). zupełnie błędnie twierdzi Pintowine, że poetyka manifestu nie jest poetyką normatywną. Manifesty z całą pewnością mogą być sporządzone zgodnie z kanonem pewnych norm, które tworzą poetykę normatywną. Zwłaszcza manifesty literackie, formułowane na piśmie. Nawiasem mówiąc wiadomo to z badań w ramach teorii i historii literatury. Podobnie rzecz się ma w stosunku do ogólniejszych manifestów artystycznych, o ile wyrażone są one w formie pisemnej. b). twierdzenie Pintowine, że manifest jest czymś, co ma związek z manifestowaniem (“manifest jest po to aby coś zamanifestować”) jest błędne na najwyższym poziomie błędu myślowego. Pintowine dopuszcza się tutaj poważnego błędu w definiowaniu, używając w definiensie wyrażenia, które znajduje się w definiendum. Definiuje więc on to samo przez to samo (“manifest” przez “zamanifestować”, przy czym “zamanifestować” to tyle samo, co “ogłosić manifest”). Poziom rozważań Pintowine jest w moim odczuciu – delikatnie mówiąc – nie do zaakceptowania. c). Manifest Edynburski musi bronić się sam. Nie jest manifestem czysto artystycznym, a nawet nie przede wszystkim artystycznym. Przypomnę, że celem jego ogłoszenia jest próba przyczynienia się do wykreowania naszego środowiska literackiego. Cel taki , jak mi się wydaje, pozytywnie ocenia także Pintowine (“Jeszcze raz: nie polemizuję z ideą pisania w portalu, integrowania się twórców wokół niego”). Przeszkadza mu tylko, że opublikowałem (również w tym celu) manifest. Najważniejszym artystycznym akcentem tego manifestu jest WSKAZANIE NA WOLNOŚĆ TWÓRCZOŚCI jako na podstawową wartość aktu tworzenia i najważniejszy atrybut twórcy (z uwzględnieniem konieczności uświadomienia sobie tradycji). Pintowine zupełnie to pomija! Dlatego całkwicie nietrafne jest obrazowanie przez niego manifestu (“Manifest Edynburski kojarzy mi się z grupką akademicko ubranych panów z niewielkim transparentem głoszącym 2+2=4”). Wolność należy rozumieć tutaj dokładnie przeciwnie, niż sugeruje Pintowine. Parafrazując jego żart: 2+2 ma nieskończenie wiele rozwiązań, łącznie z dopuszczeniem dowolnej definicji spójników “+” oraz “=”. Sugestia Pintowine, że Manifest Edynburski zawęża rozwiązanie ćwiczenia do jednego wyniku wynoszącego ”2” jest całkowicie nieuprawniona, ponieważ wynik “4” symbolizuje w obrazie Pintowine, jak rozumiem, wyłącznie jedno poprawne rozwiązanie. Tymczasem treść Manifestu jest jednoznaczna: “Wierzę, że pomocna w tym będzie przynależności do nieformalnej grupy (...) z zachowaniem wolności tworzenia” (jest to ostatnie zdanie Manifestu). Metafora, którą posłużył się Pintowine, pasuje być może do innych manifestów, jak choćby przywołanych przez niego: futurystów i komunistów. One właśnie nie zakładały wolności, lecz postulowały jej ograniczenie. I podobnie jest w metaforze Pintowine: przecież takie jedno poprawne rozwiązanie (wynik “4”) można osiągnąć wyłącznie poprzez przyjęcie ściśle określonych sformalizowanych reguł postępowania, sformułowanych u samych podstaw matematyki, w rachunkach logiki formalnej oraz w teorii mnogości. Jeśli więc tak to wygląda, to raczej należałoby uznać, iż to sam Pintowine doszukuje się jakichś reguł lub zgłasza potrzebę reguł, nie dostrzegając – z trudnych do ustalenia przyczyn (programowe pominięcie?, przeoczenie?, manipulacja i zła wola? mentalność?) – deklaracji wolności tworzenia. d). kontynując metaforę “matematyczną” pisze Pintowine: “Może warto czasem o tym przypomnieć, ale zaraz manifestować? Dopisując wcześniej całą historię matematyki?”. I znowu mamy do czynienia z grubiańską manipulacją. Przecież nigdzie w tekście Manifestu Edynburskiego nie są omawiane wątki historyczne, a cóż dopiero cała historia sztuki. Jeśli jest mowa o historii, to tylko w aspekcie tradycji, jaką zastaje twórca i z jakiej może czerpać na swojej twórczej drodze. e). i ten oto autor polemiki, niejaki Pintowine twierdzi, że poklepywanie mnie po plecach nie jest w jego stylu... no,no. Przypomnę zatem dwa zdania Pintowine: “Innymi słowy ... Twój Rzym nie dość płonie Izaaku... stać Cię na więcej...:))” ( wypowiedź Pintowine podczas dyskusji z dnia 3 stycznia 2008 roku) oraz: “proszę nie mylić tego z poklepywaniem, to nie w moim stylu” (wypowiedź Pintowine z dnia 11 stycznia 2008 roku). Jeśli jednak to wszystko nie jest ani Twoim poklepywaniem, ani Twoim żartem, to jaki jest Twój styl, Pintowine? Krótkie podsumowanie: Tym razem Pintowine w pięciu zdaniach popełnił wskazane wyżej błędy! Pominąłem jednakże omówienie nielojalnych chwytów erystycznych. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 7. ZESTAWIENIE RODZAJÓW NAJWAŻNIEJSZYCH BŁĘDÓW Pintowine dopuszcza się bardzo wielu błędów, tak rzeczowych, jak i myślowych. Przede wszystkim w sposób nieuprawniony pomija on kontekst wypowiedzi, wyrywa z kontekstu wybrane tendencyjnie cytaty, zawęża znaczenie i stosowanie terminów, upraszcza bardzo złożone kwestie i bezpodstawnie uogólnia swoje wnioski. Popełnia przy tym najpoważniejsze rodzaje błędów myślowych. Dodatkowo dopuszcza się manipulacji, mistyfikacji i insynuacji. Oczywiście przy tym wszystkim niektóre jego rozumowania prowadzą albo do wewnętrznej spreczności, albo do absurdu. Oto lista rodzajów błędów popełnionych przez Pintowine (z pominięciem zastosowanych przez niego nielojalnych chwytów erystycznych): a) błędne koło w definowaniu, czyli idem per idem (pośrednio Pintowine definiuje to samo przez to samo) b) błąd formalny, czyli fałszywej przesłanki (Pintowine jawnie opiera się na fałszywej przesłance we wnioskowaniu) c) non sequitor, czyli błąd braku wynikania (Pintowine prowadzi wnioskownie, z którego wynika więcej niż jeden wniosek, ale Pintowine nie dostrzega innych wniosków, a jedynie ten, który chce dostrzec) oraz błąd entymematu, czyli przemilczanej błędnej przesłanki (Pintowine przemilcza przesłankę we wnioskowaniu, a tymczasem jest ona albo fałszywa, albo Pintowine przyjął ją zupełnie bezpodstawnie) d) reductive fallacy czyli błąd redukcjonizmu (Pintowine redukuje skomplikowaną ideę do prostej, uwzględniając tylko wybrane aspekty i utrzymując zarazem, że uwzględnił wszystkie aspekty) e) hasty generalization, czyli błąd pośpiesznego uogólnienia (Pintowine wyprowadza wnioski w oparciu o wybrane tendencyjnie fakty, odnosząc się tym samym do zbyt małej ilości informcji) f) false dilemma, czyli błędny dylemat (Pintowine zakłada w swoim rozumowaniu, że istnieją tylko dwie odpowiedzi, gdy faktycznie istnieje więcej rozwiązań) g) special plending, in. naciągane wnioski (Pintowine pomija w swoim wnioskowaniu wszelkie fakty, które prowadzą do podważenia jego konkluzji, a uwzględnia tylko fakty, o których sądzi, że potwierdzają jego konkluzję) h) argument to the future, czyli błąd argumentu kierowanego ku przyszłości (Pintowine opiera swoje rozumowanie na czymś, czego jeszcze nie ma, ale co w przyszłości może zaistnieć) i) ignoratio elenchi, czyli nieznajomość dowodzonej tezy (Pintowine dowodzi czegoś innego, niż to, co ma być udowodnione) j) ignotum per ignotum, czyli nieznane przez nieznane (Pintowine próbuje wyjaśnić termin przy pomocy innego, także nieznanego) k) błędy rzeczowe, czyli dotyczące istoty zdarzeń, zjawisk, związków i rzeczy (Pintowine błędnie rozumie relacje pomiędzy zdarzeniami, zajwiskami, związkami i rzeczami, niewłaściwie używa pojęć i zniekształca treść Manifestu poprzez pominięcie kontekstu). |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 8. O WAŻNYCH KWESTIACH ETYCZNYCH Pintowine ma prawo do zachowania swoich intuicji na temat jakości Manifestu Edynburskiego (“Polemizuję z tekstem, który po prostu, wg mnie, jest słaby”). Niezależnie od tego, czy potrafi to uzasadnić, czy nie. Szkoda jednakże, iż Pintowine nie pokusił się na próbę odpowiedzi na pytanie, które czeka na odpowiedź: manifest w XXI wieku – czego oczekujemy od twórców? Zamiast tego Pintowine wskazuje różne manifesty, które – jak pisze - “(...) miały zburzyć dawny porządek, wstrząsnąć opinią społeczną itp.” Jak to miały? One nie tylko wstrząsnęły, ale i zmieniły... Liczne manifesty futurystów legły u podstaw przede wszystkim faszyzmu we Włoszech i nazizmu w Niemczech, ale też trochę wsparły komunizm w Rosji. Natomiast manifest komunistyczny legł u podstaw ogólnoświatowego komunistycznego ruchu rewolucyjnego, doprowadzając do powstania komunizmu głównie w Rosji i Chinach. Pięknie, nieprawdaż? Rzeczywiście... tak, jak chce Pintowine, lanie pałą po głowach, dosłownie. Gdybyśmy to jednak tylko my obaj mieli oberwać (tzn. Ty, Pintowine, no i ja), niech tam. Oberwało jednak około dwustu milionów ludzi i na tym przecież jeszcze nie koniec. Dostało się także artystom, a nawet całym rodzinom wielu z nich. Dostało się ich dziełom. - Muszę przyznać, że na co najmniej dyskusyjne przykłady manifestów powołuje się Pintowine. Tak, jakby nie było wielu innych manifestów, bardzo czytelnych w swojej programowej wymowie. Dla mnie zatem prezentowana przez Pintowine argumentacja w postaci powołania się na fatalne przykłady jest nie do przyjęcia, jako albo naiwna, albo ryzykowna. Zawsze obciążona brakiem odpowiedzialności. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 9. CZYM JEST DESER - LITERATURA Prawda jest taka, że nie ma żadnych przeszkód, by pisarze w dziale literackim Deser – Literatura publikowali swoje utwory w dowolnej, wybranej samodzielnie konwencji. Chcę w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że deklarowana wolność jest przecież czymś więcej, niż opowiedzeniem się za jakimkolwiek znanym nam kierunkiem artystycznym. Niezależnie od tego, iż większość z nas w akcie twórczości stale wykorzystuje, bardziej lub mniej krytycznie, osiągnięcia różnych nurtów i szkół –odtwarzając, naśladując, przekształcając, zniekształcając, odrzucając, mieszając ze sobą - szukamy przecież niepowtarzalnego osobistego wyrazu naszych dzieł, nie rozumiejąc dziejów sztuki jako odbierających nam swobodę twórczą, lecz przeciwnie, jako płaszczyznę odniesienia dla własnej twórczości. |
|
ijk
Powiedział:
|
... DODATEK 10. POZOSTAJĄ WAŻNE PYTANIA Czy w dającej się przewidzieć przyszłości rodzące się w Szkocji polskie środowisko literackie wypracuje oryginalny zespół formalnych środków dla twórczości pisarskiej i utworzy w ten sposób szkołę lub będzie prekursorem nowego kierunku? – Właśnie tego rodzaju treści i programu powołania do życia jakiejś szkoły czy nurtu artystycznego nieprzypadkowo zabrakło w Manifeście Edynburskim. Nie zostało bowiem rozstrzygnięte podstawowe pytanie: jakie musiałyby zaistnieć warunki, by tego rodzaju manifest miał rację bytu? Czy może chodzić o wzbogacenie warunków technicznych (nowe technologie i materiały), czy o zmianę podejścia metodologicznego do oceny tradycji, czy może o zmianę postawy człowieka (nowa etyka)? A może o coś zupełnie innego? Pozdrawiam, ijk |
|
jarucha
Powiedział:
|
mam taki maly kometarz, jesli moge sie z mam taki maly kometarz, jesli moge sie zapuscic w grono jakze szlachetnych, wielich umyslow. podstawawa zasada komunikacji jest jej komunikatywnosc. zyjemy, jak to ktos kiedys okreslil, w cywilizacji lizania. znaczy to tyle, ze wiekszosc teksow mamy szanse tylko polizac, ze wzgledu na brak czasu. puenta: panowie, zagubiliscie podstawowa zasade komunikacyjnosci. nawet jak chetnie doloczylbym sie do tej dyskucji to ilosc, obszernosc, szczegolowosc waszych wywodow powoduje, ze najpradopodobniej (niestety) nigdy ich nie przeczytam...pozdrawiam i proponuje cwieczenie w minimalizacji. LESS IS MORE!!!! |
|
Pintowine
Powiedział:
Pintowine
Powiedział:
ijk
Powiedział:
|
... To zupełnie inna sprawa: wybór pomiędzy Donaldem Kuspitem a kimkolwiek innym. Do tego każdy z nas ma pełne prawo! Cieszę się też z końcowego akcentu wypowiedzi Pintowine, tego ironicznego. Zawsze istnieje nadzieja, iż Pintowine może rozumieć tą ironię także jako autoironię. Autoironia jest bardzo zdrowa, oczyszczająca. Pozdrawiam, ijk |
|
| « poprzedni artykuł |
|---|












