profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users users

informacje-green

leasure-brown

tips-blue

Znajdujesz się w Start arrow Deser arrow Marek Rębacz - Najważniejszy dzień życia - odcinek 12
21.11.2008.
Marek Rębacz - Najważniejszy dzień życia - odcinek 12 Drukuj Email
18.06.2008.

Odcinek 12


Posiedział Maciej kilka minut na stopniach, ze dwa papierosy wykurzył i wrócił do chałupy. Miał się znowu na kozetce położyć, gdy z zapiecka wychylił się czymś bardzo zaciekawiony Dziadek.


- Powiedz mi, synku... - zagadnął - ta rozebrana panienka, co tu się po chałupie kręciła... co ona za jedna ?

 

- Dajcie spokój, dziadek... - wymamrotał i położył się na wznak.

 

Maciej nie miał ochoty na durnowate pogaduchy ze starcem. Dziadek powoli wygramolił się z zapiecka. Wyprostował swe stare kości, zaskrzypiało, chrobotnęło w paru miejscach, a kiedy się uspokoiło spojrzał w drzwi do drugiej izby, te, za którymi znikła Dorotka i szeroko się oblizał.

 


- Z taką to bym...

- Dziadek... przecież to wasza wnuczka! – wnerwiło już Macieja.

- O!? Nie jestem za młody na wnuczkę.

- Macie dwie: jedną w mieście i jedną na wydaniu. I córkę macie, coście mi ją tak ochoczo za żonę oddali! - Maciej podrapał się w głowę. – I dziś już wiem, czegoście takie chętne pozbyć się tego byli...

- A z kim je mam, te wnuczki?



W takich sytuacjach Maciej nigdy nie wiedział, czy dziadek kpi sobie i żartuje, czy rzeczywiście nie wie co gada.


- A z babką!!! – wykrzyczał nieźle wkurwiony na starego. - Głupi dziadek...

 

Dziadek powoli zbliżył się do wieszaka, na którym Dorotka powiesiła swoją sukienkę. Zdjął ją, przymierzył do siebie, potem zajrzał głęboko w dekolt, odchylając dłonią tę część sukienki.

 

- Ładny kawałek wnuczki... jak to wyrosło... jak wyładniało... ciała nabrało... Ale czego taka rozebrana lata?

- Bo jej gorąco!

- Popatrz ty się, synek... Niby ta sama rodzina... ta sama krew... a całkiem inna niż moja babka...

- Dziadek! Nie mówcie do mnie synek! – wydarł się na starego. - Nie jestem wasz synek ino zięć!

- Jeden chuj...

- Nie przeklinać! – Maciej wrzasnął jeszcze głośniej. – A poza tym... Odwróćta się...

 

Starzec, bo też miał to wyćwiczone, wyciągnął dłonie przed siebie, puszczając na podłogę sukienkę i odwrócił się tyłem do zięcia. Ten powoli zbliżył się, podniósł z ziemi sukienkę, otrzepał ją, odwiesił na miejsce, wsadził łapy do kieszeni i spojrzał kontrolnie na dziadka. Potem coś z kieszeni wyciągnął i wsadził to w dłoń starca, mocno przy tym w nią klepiąc.

 


- Mordoklejki...! Dziadek...

 

Starcowi aż oczy błysnęły, choć nie było widać, bo w takich sytuacjach, nie dość, że się tyłem obracał, to zawsze miał nakazane je zamykać. Spojrzał na dwa trzymane w dłoni cukierki, uśmiechnął się i zaczął je rozwijać. Maciej lubił tak komu sprawić radość. Starczyła nieraz głupota, jak te cukierki, albo jakie miłe słowo, albo objąć też lubił, po ojcowsku, córkę Dorotkę, albo babkę o zdrowie zapytać. I oni też lubili to jego zachowanie. W przeciwieństwie do zachowania Apolonii, która dawno już zapomniała, że żyje się między ludźmi, a nie między Bogiem, a księdzem. Że to właśnie życzliwy do ludzi stosunek czyni człowieka lepszym, i że to to właśnie bramy nieba w przyszłości uchyla, a nie codzienne klepanie pacierza i latanie do kościoła nawet dwa razy dziennie. Napawał się więc teraz Maciej tym swoim dobrym uczynkiem i świadomością, że dobrze zawsze mieć pod ręką coś, co drugiemu sprawi radość. Ale napawanie to przerwał starzec, który wsadził w gębę oba mordoklejki, te mu resztki jego prawdziwego uzębienia skleiły, więc jak usta otworzył i chciał co powiedzieć, to nie wiadomo było: niemowa czy głupi jaki.

 


- Sprawdzałem w nocniku. Już jej tam nie ma... - wymamrotał plując przy tym i uważając, żeby karmelowa masa mu z gęby nie wyleciała.

- Czego nie ma?

- Szczęki! Głupku...

- A gdzie jest? – zaciekawił się Maciej. Starzec wyszczerzył zęby.

- A o tu!



Maciej wzdrygnął się, bo wyobraził sobie, jak dziadek do napełnionego odchodami nocnika rękę wsadza, w gównie się babra, swoją ukochaną szczękę znajduje, trochę ja tylko byle czym przeciera i wkłada do ust. Machnął sobie Maciej dłonią przed oczyma, jakby te myśli odganiał i wyobrażenie nagle uleciało. Usiadł przy ołtarzyku, trochę jeszcze na nim nabałaganił, obrazek z uśmiechniętą buzia ojca dyrektora odwrócił. Starzec, w tym czasie, odklejał się od resztek swoich mordoklejków, które w ustach międlił.


- Dziadek... A tak po prawdzie: rzeczywiście wam się babka po nocy na waszą część zapiecka roluje?

- Jeszcze jak!

- Niechcący czy specjalnie?

- A kto ją tam wie?! Ale musi raz niechcący... a raz specjalnie... - odpowiadał kulturalnie i po prawdzie wyciągając z sieni swój wózek do wożenia mleka.


Wyturgał go na środek izby, obrócił kółkami do góry, potem stołek sobie do niego przysunął, usiadł i zajął się codziennym przeglądem układu jezdnego.


- No i co wy... dziadek... na to ? – zapytał po chwili Maciej.

- Popycham ją... - odparł Dziadek nawet nie podnosząc wzroku znad wózkowych kółek.


Maciej znów sobie coś wyobraził.

 

- No... i co babka... na to?

 

- Mruczy...

 

Przez chwile trwała cisza. Maciej łypał ukradkiem na Dziadka, a ten, jak Maciej wzrok odwracał, na niego.

 

- A co ty się właściwie tak wypytujesz? – ciekawość dziadkowa była silniejsza od dobrego wychowania.

- No bo... we waszym wieku... jeszcze babkę popychać..? – kontynuował zięć, a jego wyobrażenie jakoś nie chciało tym razem odejść. Może dlatego, że sobie przed oczami ręką nie machnął...?

- W jakim wieku? – Starzec dopiero teraz uniósł głowę i popatrzył zdziwionym wzrokiem.

- No młodzieniec nie jesteście! a popychacie...!

- No przecież jak się kto na twoją połówkę zapiecka wali, to chyba musisz popchnąć...?! Nie?! raz nawet wypadła, o tu na podłogę...

 

Maciej spojrzał we wskazane na podłodze miejsce i wyobraził sobie, jak stara, pomarszczona i całkiem naga babka z krzykiem z zapiecka wypada.

 

- Już dosyć! dajcie spokój, dziadek... Przeszkadza, to se popychacie... Koniec.

 

Stary wzruszył ramionami i wrócił do sprawdzania układu jezdnego w swoim środku transportu. Nagniótł dłonią najpierw jedno kółko, pokiwał głową, potem nagniótł drugie, też pokiwał i zakręcił oboma naraz. Maciej zaś siedział jakiś zamyślony.


- A moja, znowu, to już całkiem się tak na wersalce rozpiera... całe łóżko zawala... Też by się zdało ją popchnąć! raz albo dwa...! Niechby się oduczyła! – powiedział niby do siebie, niby do Dziadka.

- No to se popchnij!

- Koniec! Powiedziałem, koniec!


Kółka w wózku nie kręciły się jednakowo. Jedno już stanęło, a drugie dalej się obracało. Dziadek, w skupieniu, szukał teraz w myślach przyczyny tego zjawiska.


- Skąd się w was to na starość bierze?! Hę?! Przecież w waszym wieku... toście powinni jak inne do kościółka latać i ze wszystkich grzechów zdawać sprawozdanie! – coś wyraźnie gryzło Macieja, bo nie dawał staremu spokoju.

- I zdawam! Nieraz jak se z plebanem zaczniem nasze figle opowiadać, to...

- Dosyć! Nie chcę o tym słuchać...!

- To się nie wypytuj!


Dziadek powoli odkręcał motylek przy wolniej obracającym się kółku. Tuchała, lekko uśmiechnięty, bo tym razem wyobraził sobie coś śmiesznego, co chwila na niego spoglądał. Patrzył, wyobrażał sobie i odwracał się. Potem znów patrzył i znów się odwracał dalej brnąc w swe wyobrażenie. W jakie, znowu nie będziemy tego opisywać, bo było niedobrze przyjęte, mogło by obrażać uczucia, a już kościół katolicki na pewno, bo to tak jakby opisywać, jak pleban, w cywilnym ubraniu i swoim złotym BMW, na drogę krajową wyjeżdża i zaraz się rozgląda, którą przydrożną kurwę, na skórzanej tapicerce auta, dzisiaj przelecieć.

 

- No... i co wy se tam opowiadacie? – Maciej jednak zadał to zasadnicze pytanie podnosząc się ze stołka i przysiadając na podłodze obok Dziadka.

- Ja o dziewczynkach... a on znowu... o chłopcach...

- Już! Dość! Już żeście za dużo powiedzieli...

- Boś się zapytał!!!

 

Maciej podniósł się z podłogi, chwilę po izbie pochodził i przysiadł, w końcu, na swej kozetce. Zdjął kaszkiet, włosy dłonią poprawił.

 

- Bo widzicie... mie to się zdaje, że u mnie to i jeszcze nie tylko chęci, ale i możliwości są...! że jeszcze ze mnie kawał chłopa jest! Że jeszcze bym se nie raz mógłbym se tak... tak ukochać, że byście się jeszcze zdziwili...! A tu, po prawdzie, leży, jak to mówią, warstat odłogiem... śnią się człowiekowi jakieś dziwy po nocach, spocony się budzi... a potem jakoś tak to do łba uderza, że swoje staje się obce, a na obce patrzysz jak na swoje...



Dziadek od razu zrozumiał, że Maciej dawno już kobiety nie miał i cierpiał z tego powodu. Podniósł się więc ze swego stołeczka, zbliżył do kozetki, usiadł i ściszonym głosem szczerze zapytał:

 

- Znaczy, synek... że ty już tej swojej...? Nic?

- Znaczy waszej córki a moje żony?

- Właśnie o tę babę chodzi. To jak, nic?



Maciej pokręcił głową potwierdzając dziadkowe przypuszczenia.

 

- A od dawna?

- Siedem lat już z tym żyję...

- O kurwa... - zaklął po cichu, pod nosem, stary.

- Pożyję jeszcze siedem... A potem, da Bóg, może się odechce...?

 

 

 

 

Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy
Zmieniony ( 18.06.2008. )
 
następny artykuł »

Polecamy

zamek w Edynburgu, Edinburgh Castle, Edynburg, SzkocjaMiesza się to, co stare z tym, co nowe. Siła kontrastu uderza każdego turystę. Z jednej strony masywne pomniki historii, z pomiędzy których wyrastają pachnące nowością szklane budowle...
Czytaj całość…
 

Partnerzy

paca Polish Cultural Festival

Kontakt

Skype: r.gasiorek
Mail: office@edinburgh.com.pl
Tel.: +44 7927193152


www.Edinburgh.com.pl