profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi

informacje-green

leasure-brown

tips-blue

Znajdujesz się w Start arrow Deser arrow Grzegorz Jarosław Rybak: Autoportrety zza firanki
03.09.2010.
Grzegorz Jarosław Rybak: Autoportrety zza firanki Drukuj Email
16.02.2009.


W Dniu Urodzin Tobie, Tato

 

Zagubiony wiersz

W zakamarkach pamięci szukam
pomysłu na wiersz.
Nie zapisałem paru ważnych wersów.
Teraz bezpowrotnie,
na zawsze utracone
jak nastoletnia cnota.

Pamiętam, że to było
coś...
o czymś...
no, tego...

Gdzieś ciągle
na krańcach
się trzepie
jak motyl

schwytany
w dziurawą siatkę wspomnień.
Ulotnie krąży wokół języka
na samym końcu
jak kobiece dłonie.
Lekko muska palcami
nieuchwytne ciało
pomiędzy kartką
a grafitem ołówka.
Uda,
pośladki,
piersi...
Zalotnie.

Nie dojdzie
od takiego dotykania.

Gdzieś obok,
bez finału.

Edynburg 9/02/2008 g. 2.09




Defreudacja

Szczerość mi nie pozwala
na żadne defreudacje.
Jak dżin zamknęty w lampie
tkwię wciąż oblany ciepłem
i poczuciem bezpieczeństwa
wyznaczonym zasięgiem głosu bijącego serca,
otulony przedłużającym pępowinę
ramieniem kobiety.

Ciągle zasypiam na boku
z kolanami zgiętymi pod brodą,
żłobię kolejne nacięcia
na drewnianych ramach łóżek.

Wpadam w panikę
gdy zabraknie
pępowiny, bicia serca,
zapachu kobiety,
krwi na prześcieradle.

Co z tego,
że wciąż przegryzam pępowinę,
gdy moje dząsła
cały czas jeszcze
niemowlęco bezzębne?

Edynburg 18/02/08




Metoda pięciu kroków

Jest metoda pięciu kroków
na wejście w dorosłość.
Ja zawsze byłem
o krok za kolegami z mojego rocznika.

Gdy oni zaczęli
słuchać DEZERTERA
ja wciąż słuchałem jeszcze Czerwonych Gitar.
To krok pierwszy:
BUNT.

Gdy oni zamieszkali
na stancjach
i w akademikach
ja wciąż tkwiłem
kątem u rodziców.

Gdy oni płacili już
pierwsze rachunki
za światło i gaz
ja wciąż płaciłem jeszcze
cenę spóźnienia.

Gdy oni się żenili
wierząc niezachwianie,
że to już ten czas
ja ciągle poznawałem
znany mi już i tak dobrze
pełny smak życia.

Gdy oni się rozwiedli
dostając od dorosłości
kopa prosto w krocze
ja byłem o krok
od ożenku z nią.

Oni wciąż jak dzieci
pytają „a czemu?”,
a ja już wiem:
niczego nie można przyspieszyć
poza jazdą Audi TT.

Oni już Czerwonych Gitar
a ja ciągle DEZERTERA.

Olsztyn 30-31/10/06




Bo żona, bo dziecko, bo raty, bo maluch (...),
bo bony na cukier, bo bony do raju...

Jan Krzysztof Kelus

Moje kajdany

Nie jestem wolny,
bo normy,
bo formy,
bo zasady,
maskarady,
bo kodeksy,
bo kompleksy,
bo rządze,
pieniądze,
etyka,
publika,
sumienie,
otoczenie,
bo dziewczyna,
nikotyna,
bo kapitalizm,
kajdany ze stali,
bo życie z pogardą
mnie trzyma za gardło.

Edynburg 20/02/2008




Autoportret krytyczny

Mój bunt…
Zawsze ostrożny,
osadzony w bezpieczeństwie
ucieka gdy rozpalają się
pierwsze mołotowy.

Jadę na szczyt G8
do cywilizowanych krajów,
gdzie prawa człowieka
i opieka konsularna.
Znajduję tysiąc wymówek
by nie jechać do dzikiej Rosji.

Stawiam irokeza
gdy nikt mnie nie widzi
lub gdy ci, co widzą
nic nie powiedzą
skrępowani polityczną poprawnością.

Wygłaszam płomienne mowy
lecz tylko wtedy
gdy słuchają mnie tylko
już dawno przekonani.

Jestem tchórzem.
udaję tylko
tak naprawdę chcąc żyć wygodnie, ciepło i miękko
jak przed telewizorem z meczem w fotelu
z piwem i orzeszkami.
Tłumaczę się przed sobą,
że przecież o to walczę
by wszyscy mogli żyć
wygodnie, ciepło i miękko.

I nie wiem
czy więcej we mnie
lenia, kłamcy, pozera jest
czy tchórza.

Coraz mniej piszę o walce,
coraz więcej o przegranej.

Edynburg 24-25/11/2006




Obrona deszczu

Krople padają jak anioły
pod ciosami wiatru,
płyną po szybach
jak żaglowce łez po policzkach,
rzucają sie na ziemię
jak Rejtany.

Tysiące poetów
zachwyca się deszczem.
Mokrym, zimnym,
wdzierającym się za kołnierze
i do butów.,
przeciekającym przez dachy i sufity
wprost do łóżek ze śpącaymi
i talerzy z zupą na stołach.

Co jest takiego w tym deszczu,
smutnym i nostalgicznym,
że zamiast studzić
jak wylany na łeb kubeł zimnej wody
rozpala emocje i pióra?

Pamiętam, będąc dziećmi
za szkołą
budowaliśmy z błota
i patyków po lodach
assuańskie tamy
próbując zablokować rynsztokom
dostęp do studzienek.

Dziś lirycznie infantylniejemy
wskakując w kałuże
i próbując nałapać
w porozdziawiane paszcze notatników
jak najwięcej kropli,
rymów i metafor.

Właśnie spadł pierwszy deszcz tej wiosny
i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
a ja w mokrych skarpetkach
zamiast bronić się parasolem przed deszczem
będę bronił deszczu przed parasolami.

21/03/2008




Dialektyka erotyczna

Piszesz do mnie
o czternastej,
że właśnie wyruszasz
na podbój starego świata
namolnych pijaków,
rozlanego piwa
i zarzyganych kibli.

Piszesz, że konkwista
zajmie ci dziesięć godzin,
że dziś nie przyjdziesz
i mam spędzić miło
wieczór bez ciebie.

Ja czytam, że przyjdziesz
zaraz po pracy,
gdy już będzie po wieczorze,
po północy
i w ogóle jutro.

Piszesz, że nie wiesz,
czy byś tego chciała,
a ja czytam,
że nie nie chcesz.

Teza – antyteza – synteza,
anal-liza.
Przyciąganie się podobieństw,
ścieranie się podobieństw,
ocieranie się ciał
stałych i rozgrzanych.

Edynburg 18/11/2007




Erotyk nieodwzajemniony

Gdybyś był kowbojem byłabym twą krówką,
gdybyś był pijakiem byłabym wiśniówką,
gdybyś tak był deską ja bym była gwoździem,
gdybyś był hotelem ja w nim stałym gościem,
gdybyś był żaglówką ja byłabym wiatrem,
gdybyś był rozbitkiem byłabym Piętaszkiem,
gdybyś był Jeckylem ja bym była Hydem,
gdybyś był jak mila ja byłabym jardem,
gdybyś chciał być skibą byłabym jak socha,
a gdybyś miał serce to byś mnie pokochał.

Edynburg 13-14/06/2008

Tekst jest swawolnym tłumaczeniem piosenki

„If you were a sailboat” Katie Melua

 




Mój Marcellus

Ukrzyżowany jednym tylko gwoździem
ramiona ma wolne.
Wybija rytmicznie
mi nad głową tempo.
Trzaska biczem
po sześćdziesiąt razy na minutę,
a rano jeszcze nawet szybciej.
Nie pomagają błagalne nań spojrzenia,
nie zwolni,
a czasem, dla odmiany,
zwalnia tak niemiłosiernie,
równie bezlitośnie.

On moim niewolniczym nadzorcą,
moim Marcellusem,
a ja obdartym z szat nadziei
galernikiem czasu.

Edynburg 8/07/2008




Przed randką

Kroję paprykę,
by zawlec ją do łóżka.
Jakie to niedialektyczne!
Rozumiem jeszcze – cięte róże,
ale taka cięta papryka
lub cebula?
Jakbym przez nakarmienie jej
miał udowodnić, że będę
szczery,
wyrozumiały
i wierny.
Czy to atawistyczny substytut
upolowanego mamuta?

Jednocześnie golę się i kąpię
by jak najmniej
przypominać
włochatego, spoconego
neandertalczyka.

Edynburg 16/08/2008 g. 2.40




Jeśli „nie” przejdź do ostatniego wersu

w nowym kraju istna ankietomania.
aplikacja do pracy dziesięć stron
aplikacja do pracy na stanowisku dwanaście stron
aplikacja do pracy na stanowisku zastępcy szesnaście stron
aplikacja do pracy na stanowisku zastępcy pomocnika dwadzieścia stron
aplikacja do pracy na stanowisku zastępcy pomocnika zamiatacza...
piszę więc
poeta, 31, wolny, wysoki, zielone
szukając odpowiedzi na pytania, na które
nie znam odpowiedzi,
albo nie chcę odpowiadać,
albo mi wszystko jedno co odpowiedzieć,
albo muszę skłamać.
wyższe, miejski, lewak, intelektualista
wole sam sobie pisać formularze
i sam je sobie samemu wypisywać.
nawet jeśli to nie ma sensu
wiec musze się ograniczyć do standardowego
imię, nazwisko
data urodzenia tako to, a sraka
zatrudnienie od do
i potem od do
i jeszcze od do
aż tylko od, bo do teraz
i czy w związku i od kiedy
i czy chęci, czy tez z biedy
i jakie skończyłem szkoły
i pierdoły
i dlaczego właśnie tracę
czas, by starać się o pracę
nikt nie spyta
czy tez cenie
spokój, czy czyste sumienie
więc wypełniam i wysalam
komuś do podtarcia tyła
lub wypełniam dno szuflady
bez wysłania do
Centralnego Urzędu Gromadzenia Niepotrzebnych Formularzy
tak, nie, cukrzyca, w dupie

Edynburg 8-11/11/2008




O książkach kucharskich

Płynie ciepłe żółtko
z wypatroszonego sadzonego jajka
po szpinaku i brukselce
jak krew z rozwalonej siekierą
głowy lichwiarki,
jak po ulicach Paryża,
jak po rynsztoku przy śmietniku.

Nadrabiam z pierwszej młodości
zaległe potrawy
i książki.

Dostojewski,
Hugo,
Andrzejewski.

Kiedyś nie umiałem
ani jeść,
ani czytać,
brakowało weny i czasu.

Dzisiaj dwa wiersze i risotto.
Gotuję
i piszę.

Kapuściński i curry.
Dali.

Edynburg 16/11/2008




Statystyczny repatriant

Pamiętam pierwszą chujową pracę,
na czarno, po pięć funtów na godzinę,
znalazłem po ośmiu dniach szukania.
Drugą, legalną, po pięć trzydzieści pięć,
też chujową,
po dwóch tygodniach.
Trzecią, fajną, po pięć osiemdziesiąt pięć
znów po ośmiu dniach.
Czwartą, fajną po siedem sześćdziesiąt dziewięć
po dwóch dniach wysyłania cefauek.

Pamiętam pierwsze dwa sklepy,
o których wieść niesiona pantoflową pocztą
głosiła, że można w nich kupić kiszone ogórki.
Pamiętam jak potem pojawił się trzeci.
Potem od razu pojawiło się pięć,
potem dziesięć,
potem dwadzieścia.

Pamiętam pierwsze mieszkanie,
osiem osób na dwóch pokojach.
Potem sześć na trzech,
cztery na dwóch,
dwie na dwóch,
dwie na jednym.

Pamiętam pierwszą półkę z polskimi książkami
w Centralnej Bibliotece Miejskiej,
potem drugą półkę,
potem polskie działy w każdej z miejskich bibliotek.

Pamiętam jeszcze pierwsze skutki
neoliberalnej polityki umacniania złotówki.
Funt po sześć pięćdziesiąt,
po sześć,
pięć pięćdziesiąt,
pięć,
cztery pięćdziesiąt,
cztery zero osiem.

Pamiętam pierwsze nadzieje
ponoszone w rządowym projekcie powrotów.
Pierwsza praca za cztery tysiące,
druga za dwa,
trzecia, nareszcie!, za tysiąc.

Pamiętam jeszcze
rozkład i ceny lotów
w obie strony.

Edynburg 7/12/2008




Wojna domowa

Walczymy razem
moja towarzyszko
życia.
Otaczamy się zasiekami
ze zużytych chusteczek
zabarykadowani
flakonami aspiryny,
okupujemy
łóżko
odpierając ataki
gorączki i kataru,
zbroimy się
w cierpliwość
czekając na posiłki
z telepizzernii.

A jeśli padniemy
z wyczerpania
to tylko sobie w ramiona,
a jeśli polegniemy
to tylko przed telewizorem.

Edynburg 21/12/2008

 

 



Pluton egzekucyjny

Na biurku leżą cztery papierosy.
Niczym cztery naboje...
Cztery razy jeszcze tej nocy do siebie
wypalę.
Cel - Pal!
Ognia!

sesja zimowa ’98




Z pamiętnika nikotynisty

Przybity do paczki
trzyipółcalowym palikiem
nie odejdę od niej dalej
niż na pół godziny.

Kółko w nosie
jak kółka z dymu.

Choć za pół ceny
z czarnorynkowej ciemnej ulicy
i tak pożerają nienasyconą szczęką
o nieświeżym oddechu
całą masę zieleniny
dojąc mnie
bez opamiętania.

Na szyi łańcuch dymu,
na nogach kajdany niewoli.

Ryczę nad krowią głupotą
z cielęcych lat.

Edynburg 17/02/2009











Komentarze (0)add comment

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy
Zmieniony ( 18.02.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Polecamy

ikonka1.jpgWzbudzają ciekawość z co najmniej trzech powodów: po pierwsze nie często widzi się w stolicy Szkocji inne niż szare budowle z kamienia, po drugie ich architektura jest wyraźnie różna od otoczenia i po trzecie prowokują do zadania sobie pytania co w nich było ?
Czytaj całość…
 

Partnerzy

 festiwalsmalllogo.jpg  
 

 

Kontakt

Skype: r.gasiorek
Mail: office@edinburgh.com.pl
Tel.: +44 7927193152


www.Edinburgh.com.pl