| Brytyjczycy wyjdą masowo na ulice - ostrzega policja |
|
|
| Przegląd Prasy | |
| 25.02.2009. | |
![]() Brytyjska policja obawia się fali wielkich demonstracji sprowokowanych kryzysem gospodarczym. Marsze i uliczne bójki mogą zacząć się już wiosną, pisze Gazeta Wyborcza
Przed eksplozją społecznego gniewu ostrzega na łamach poniedziałkowego "Guardiana" nadinspektor David Hartshorn, który w policji metropolitalnej odpowiada za porządek publiczny. Powołując się na policyjny wywiad, Hartshorn twierdzi, że grupa aktywistów przygotowuje zamieszki na skalę tych, które wstrząsały Londynem w latach 80. Wówczas to na ulicach zamieszkanego głównie przez czarnych Brixton dochodziło do bitew demonstrantów z policją. O ile wystąpienia w Brixton były wymierzone we władzę oraz miały charakter antyrasistowski, a ich tłem była ciężka sytuacja gospodarcza imigrantów, to tym razem grozi eksplozja niezadowolenia. Poziom frustracji jest tak wielki, iż na ulice może wyjść klasa średnia, która zwykle trzyma się z daleka od demonstracji. Zdaniem Hartshorna iskrą może być kwietniowy szczyt G-20 w Londynie. Zwykle tego typu imprezy przyciągają anarchistów z całego świata. Policja twierdzi, że z obserwacji różnych organizacji anarchistycznych wynika, iż szczyt G-20 reklamowany jest wśród aktywistów jako początek większej awantury. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna i napięcie wokół kryzysu może doprowadzić nie tylko do ulicznych starć. Policja ostrzega, że atakami zagrożone są siedziby wielonarodowych koncernów i instytucji finansowych w londyńskim City. Na celowniku mogą znaleźć się banki, których prezesi mimo fatalnych wyników i pomocy rządu przyznali sobie niedawno milionowe premie, jak np. Royal Bank of Scotland. Brytyjska opinia codziennie bombardowana jest fatalnymi wiadomościami ze świata finansów i gospodarki. Praktycznie nie ma dnia bez informacji o tym, że któryś z brytyjskich zakładów zwalnia pracowników. "Daily Telegraph" prowadzi na swym portalu specjalną rubrykę, w której odnotowuje każde miejsce pracy zlikwidowane z powodu kryzysu - od października ub.r. jest ich o 92 tys. mniej. Bezrobocie dobija do 2 mln i jest najwyższe od ponad dziesięciu lat. Co gorsza nie widać światełka w tunelu. Czołowi doradcy ekonomiczni premiera Gordona Browna mówią o recesji najgorszej od stu lat. Nerwy puszczają też czołowym politykom. W zeszłym tygodniu odpowiedzialny za biznes minister Peter Mandelson zrugał publicznie Howarda Schultza, prezesa znanej firmy Starbucks, mającej blisko 9 tys. kawiarni na całym świecie. Szef Starbucksa powiedział, że brytyjska gospodarka wpadła w spiralę kryzysu. Poproszony o komentarz Mandelson mimo oksfordzkiego wykształcenia i światowych manier odparł: A kim on, k..., jest? Jak, do diabła, radzi sobie jego firma? Rząd Gordona Browna stara się przekonać Brytyjczyków, że sytuacja jest pod kontrolą, a sam premier to doświadczony ekonomista i wyprowadzi kraj z kryzysu. Eksperci obawiają się, że to może nie wystarczyć, gdyż niepokoje społecznie przetaczają się przez cały kontynent, a frustracje w Wielkiej Brytanii są częścią większej całości. W grudniu fala antyrządowych zamieszek wstrząsnęła Grecją. W styczniu grecka policja prowadziła regularne bitwy z rolnikami protestującymi przeciw polityce gospodarczej rządu. Wielkie antykryzysowe demonstracje odbywały się w styczniu we Francji. W ostatnią sobotę na ulice Dublina wyszło 120 tys. ludzi, by zaprotestować przeciw polityce gospodarczej rządu, a zwłaszcza cięciom budżetowym.
Podziel się artykułem
Prześlij dalej
Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta
|
|
| Zmieniony ( 25.02.2009. ) | |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|












Miesza się to, co stare z tym, co nowe. Siła kontrastu uderza każdego turystę. Z jednej strony masywne pomniki historii, z pomiędzy których wyrastają pachnące nowością szklane budowle...
