|
Prezentujemy najnowszy zbiór wierszy Huberta Konrada. Smakujcie. |
|
|
|
09.04.2009. |
obrazek kardamon i herbata
o pięknie wiedzieliśmy wtedy tylko tyle
że musi się podobać
o prawdzie wszystko
tak mało budziła wątpliwości
dobro nie było złem
więc i stanem rzeczy
nikt nieba nie podglądał
pomalowane na niebiesko wystarczyło
kochankowie trzymali się za ręce
być może i odwrotnie
słońce miało uśmiech promienie
niezdarnie pociągniętą oczywistość
a jabłka na drzewie nie tęskniły
za tym co organiczne
kto by pomyślał
że zatrzymany obrazek spustoszeje
kurczaki pod płotem stracą wolność
a uganiający się za krową kundel
w następnych pokoleniach ogon
że zanim na dobre zrezygnuję
z kardamonu w herbacie
gdzieś wszyscy odejdą
nowa Ewa
kim jestem
skąd przychodzę
dokąd zmierzam
znudzona jabłkami
śmiesznym wężem
i oswojonym Adamem
pytała Ewa
dlaczego patrząc w lustro
widzę niebo
spakowała w torebkę kapcie i odeszła
Afgańska dziewczynka
(refleksja nad portretem Afgańska dziewczynka autorstwa Steve McCurry)
ani chwila nie była chwilą,
dziewczynka dziewczynką.
przesłona nie mrugnęła oczkiem
bo nie zna takich zabiegów
a abstrahowanie drogi ze szkoły do domu;
pierwszych papierówek,
patyków rzucanych na wodę i balonówki,
nie na miejscu.
prawda nie pyta czy może się rozebrać.
wyszlifowane przez mistrza szmaragdy
nie proszą o pustkę. wszystko zostało powiedziane.
czwarty wymiar
być tak maleńkim
że aż nie widocznym
z perspektywy malca
widzieć rzeczy tylko wielkie
staruszkę nad owsianką
nie zauważonym przemknąć
by nie przerwać ciszy
u kresu podróży
wsłuchując się w początek
przez parę kochanków
co ma się ku sobie
przepaść co ich dzieli
odwieczną i ogromną
kotkę co się łasi
kundla co ogonem merda
przebiśnieg bez pretensji
że mu zimno
od początku świata
przez te same niebo
przez okno te same `
ramy te lub inne
dżdżownicę nie gorszą ode mnie
być może nawet lepszą
już tylko tyle widzieć
tak nie inaczej
nie kłóćmy się o niebo
prędzej czy później
zaświadczy jedność
o okna
o dwa za dużo
by poróżnić
o ramy
na prawdę
i na piękno
pokłóćmy się o miłość bo wygasa
pani powietrze
powiałaś tak samo szybko
jak zniknęłaś
kierunek nie oznaczał celu
a pstrokaty błazen na rozstaju głupca
podróże to tylko pretekst
pielesze nie trzymają ciepła
tak cacy potrafiliśmy razem milczeć
zacząłem od kwiatka
chcę się nauczyć kochać
zacząłem od kwiatka
przyniosłem bobasa do domu
by dość po ludzku
zaspokoić swą ciekawość
czy oby przy mnie nie uschnie
usechł
pomalowałem ściany na zielono
czy po to tylko
żeby poprawić sobie nastrój
przypomnieć sobie za czym tęsknię
i jaki kolor ma miłość
wyblakły
przyglądałem się dzieciom
lecz czy do końca zrozumiałem
jak daleko odszedłem
jak trudna mnie czeka droga do przebycia
i jak długo trzeba będzie wracać
przecież musiałem umieć kiedyś kochać
z niedowierzaniem
przeznaczenie rozpoznajemy po tym,
że zamykając przed nim drzwi,
puka do okien.
puk, puk.
kto tam?
hipopotam.
na czwartym piętrze?
wiedziałem-nie wiedziałem
śpieszmy się kochać ludzi,tak szybko odchodzą
ks.Twardowski
wiedziałem że będziesz kochać
dopóki nie powiem
co tak naprawdę o nas myślę
że znienawidzisz kiedy przestaniesz kochać
a eksponując piersi
nawet przez chwilę nie zatroszczysz
o moją wyobraźnię
wiedziałem bo tak już jest
bo jesteśmy ludźmi
a gdy przechodząc przez ulicę
machałaś ręką pozdrawiając-nie wiedziałem
że tak naprawdę żegnasz
że właśnie nadjedzie autobus
że pochylając nad tobą będę płakał
lecz nie dlatego że odeszłaś
dlatego że nie umiałem kochać
Amelia
niech pani wybaczy
pozory
ten krok w obojętność
kiedy panią mijam
zastygłą w czasie powiekę
do granic spiętość
by nic nie wyrazić
i pani nie pytać o panią
że cudnie pani wygląda
zatrzymane dla siebie
że rower ma pani fajny
tą całą finezję z apaszką
ma pani u mnie
nawet swoje imię
we śnie ma pani bliskość
odległość na jawie
pijemy razem kawę
byleby życzenia
czy ktoś pokaże mi jak prosić?
chcę ciepły nos dla jeża, ten na zimę.
na święta tatę dla Antosi.
pogody jako takiej (bez znaczenia), byle-jakiejś,
byleby pani Jadzi rosły włosy,
byleby storczyk mrozy przetrwał.
na śpiączkę bajek dla Małgosi.
dość jutra pewny-respirator,
byle przezornie mógłbym prosić.
o czasu więcej na cierpliwość,
o starość-radość, co nie goni.
w domu starości Mikołaja
niech się nie żalą dziadki, że zawodzi.
i siebie jeszcze jako-takim,
byleby chociaż trochę lepszym,
byleby nikt mnie nie pamiętał,
byle pokornych wierszy.
flirt z czarną panią
niech pani wybaczy
spóźnienie
to jabłko zamiast pralinki
pozłotka-chusteczkę
pozornie być może śmieszną
tą całą werbalność o dzień dobry
zbyt bliskość przy pani bliską
na lewe ucho słyszę lepiej
niewiele więc kiedy pani mówi
uśmiecham się tylko
herbatę przesypia
że piję za panią
o czas i co za oknem
nieustępliwość zadawanych pytań
krakanie-pani tylko
krzyk mew szum skrzydeł
właściwie to nic się nie stało
nikt o nic ważnego nie pytał
nikt zbytnio się niczym nie zajął
nikt nie zapomniał się przywitać
że siedzi tak pani przy mnie
i że na kogoś czeka
dotykiem przerywa ciszę
krakanie krzyk mew szum skrzydeł
po prostu przyszła
przylgnęłaś do brzucha
jak jesienne liście
smutek i słowik szczęścia
wyśpiewany przez Wyatt’a
dziś kawy nie parzę nie palę
nie otwieram okna
wyłączam telefon
requiem dla podróżnika
i jest i nie ma o czym mówić
przenikliwość przyniosła ślepotę
jest co powtarzać
a nie ma kim istnieć
zgasł płomień światło zostało wyłączone
|
|
Zmieniony ( 09.04.2009. )
|