profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi

informacje-green

leasure-brown

tips-blue

Znajdujesz się w Start arrow Deser arrow Kaspar Hauser: Wszystko jest fikcją - wybór wierszy
12.03.2010.
Kaspar Hauser: Wszystko jest fikcją - wybór wierszy Drukuj Email
16.05.2009.

 

 

***
znowu przyszła jesień
znowu - jak co roku - kobiety ubierając się szczelniej przestaną
rozpraszać kierowców - poprawią tym samym stan bezpieczeństwa na
drogach;
znowu - jak co roku - drzewa na przekór kobietom ekshibicjonistycznie
rozbiorą się do rosołu;
będzie można puszczać latawce i wdychać dym z ogniska
palce będą brudne i poparzone przez ziemniaki pieczone na polu;
znowu szybciej będzie ciemno;
znowu rankiem będą mgły;
znowu jesienny kantor wymiany walut będzie zamieniał zielone na złote;

znowu jak co roku będę zazdrościł odlatującym ptakom



***
dzisiaj próbowałem popełnić samobójstwo:
najpierw wypadłem przez okno ze wszystkimi słowami
przez chwile byłem ptakiem
później podciąłem sobie żyły tępym ostrzem ironii
owinąłem sobie szyje pętla banału
otrułem się truizmem
ukrzyżowałem się i spaliłem
w krzyżowym ogniu pytań
pomimo tego żyje nadal

Dziwny jest ten świat


***
Dopiero teraz dociera do mnie to, co zawsze było oczywistym:
robiłem co mogłem, by odsunąć, wyprzeć i  nie-mysleć-boleśnie. Ale czy
zupełnie sam dałem sobie złudzenie?
Bo przecież nigdy mnie nie było, teraz to wiem.
Zasypiałem w tylko wyobraźnią pełnym łóżku, rano robiłem jedna kawę, a
ze mówiłem sam do siebie, znaczy wyłącznie to, ze mówiłem sam do
siebie i nic ponad.
Chorobliwej nadziei tez się kiedyś oduczę.
Po co mi ona?  Pozwalam się jej zwodzić naiwnie jak dziecko.
Wiedziałam przecież, od pierwszego słowa wiedziałem, idiota.
Alkoholem zagłuszyłem instynkt samozachowawczy.
Kiedyś. Teraz.
Tak wiec nie ma mnie zupełnie, a zamiast są priorytety.
Jeden z nich rozumiem, ba, chyba kocham nawet, mimo, ze to chore, ale
reszty nie ogarniam.
Co może stać się z człowiekiem w miesiąc, dwa? Samo wspomnienie dusi.
A co w ciągu reszty życia? Boże, jakiego życia? Nie wiem, być może
wegetacja to kusząca perspektywa, nic nie wiem.
Zapewne Sie przekonam. Do ostatniej kropli wypije.
To, co pozwala oddychać, zostaje mi brutalnie odebrane. Albo sam to od
siebie odpycham - w sumie co za różnica?
Sam z sobą toczę rozpaczliwa walkę o godność, która w pewnej chwili
stała się jakimś śmiesznym balastem. Duma  to taki sam fikcyjny owoc
wyobraźni jak wszystko inne, ze mną włącznie.
Czy ktokolwiek może wiedzieć lepiej niż ja sam, czego naprawdę
potrzebuje? Zresztą mnie juz nie ma. Zostałem ulepiony właściwymi
dłońmi, by po krótkiej, roziskrzonej chwili posypać się popiołem w
dol.
Pisanie czegokolwiek o łzach brzydko pachnie patosem, bo kiedy staja
się faktem nie potrzebują juz żadnych pustych slow.
Gapię się tępo w te sklejone litery i nie wierze w ani jedno słowo.
Dokładnie tu kończą się moje możliwości - gapić się i przekładać na
swoje.
Długo tak mogę. Czekam. Jeszcze.
Wszystko przewidziałem, duży juz jestem. Ale i tak nie wierze.
Natomiast pokładam głęboką ufność w rzeczach, które nie są.
Muzyki posłucham.
Tej muzyki.
Bo przecież to nic, ze piekło się rozstępuje, kiedy ciągle jeszcze trwam.
Widocznie niebo jest stanem przejściowym.
Przejściowym na życzenie.



***
W tym śmiesznym codziennym biegu z przeszkodami gubię siebie.
Gdzieś po drodze rozmazują się tak kiedyś istotne sprawy.  blakną jak
stara fotografia w kolorze sepii.
Cienka linia oddzielającą prawdziwego mnie od całej reszty
niezauważalnie się rozpływa. Zasnuty niewypowiedzianymi myślami,
niejasnymi przeczuciami pozwalam się wieść na pokuszenie. Taki dryf
donikąd.
I długo się zastanawiam, nim nacisnę play.
Z przesadna starannością dobieram muzykę.
To ważne.
Musi zawierać w sobie wystarczający ładunek energii.
Niektórych płyt o tej porze nawet nie dotykam. Zbyt łatwo poddaje się
nastrojom. Bezwiednie płynę; czasem tak ciężko jest wrócić, odnaleźć
uśmiech i nadzieję. Bezmyślność mnie ogarnia.
Zapatrzony w jeden punkt, zmieniam się w jednolite, pulsujące czucie.
Czasem za dużo mnie we mnie.
A jednak nie wypełniam pustego miejsca, które w takich chwilach daje o
sobie znać.
Wciąż, z fanatycznym uporem, zagłuszane zmęczeniem decybelami i alkoholem.
Wieczory są najtrudniejsze.


***
Śnię.
Zazwyczaj małe, prywatne koszmary, ale nie szkodzi.
To i tak jedyna czynność, która wydaje się mieć jakikolwiek sens.
Wszystko inne wyblakło i nie ma ani wyrazu, ani smaku.
Tak wiec śnię, czasem również na jawie: niektórzy nazywają to
'marzeniami' albo 'nadzieja' ale to tylko sen.
Lubię tak śnić.
To daje mi iluzoryczne poczucie, ze nad czymś panuje i ze na cos mam wpływ.
Powrót do rzeczywistości jest czymś w rodzaju katastrofy absolutnej,
wiec budzę się długo i świadomie kończę rozpoczęte wątki.
Paradoksalnie jest to jedyny rodzaj niemal fizycznego cierpienia,
które przynosi ulgę. Może to z powodu odcięcia się, albo jedynej
możliwości dotknięcia, nie wiem.
Ostatnio niewiele wiem i jeszcze mniej potrafię zrozumieć. Dużo emocji.
Dużo iskier.
Dużo płynnego żelaza w żyłach. I tej płynnej energii spływającej
falami po kręgosłupie. Tętniącej rytmicznie.
Dużo pytań odpowiedzi i zdań niedokończonych w trybie przypuszczającym.
Plączą się, supłają.
Pomimo całego mojego tchórzostwa stawiam się pod murem i strzelam
sobie w głowę nabojem z rozpaczliwej troski, by za chwile czule, z
ogromna wyrozumiałością i ciepłem przytulać własne uczucia.
Dobrze, ze są.
Dobrze, ze właśnie takie.
Tego nie potrafię ani żałować, ani potępiać.
Czasem piękno jest bezsprzeczne.



***
Jest ich sporo, ale tak naprawdę lubię tylko kilka z nich.
Pierwsza pojawiła się kilkanaście lat temu, wieczorem, kiedy
przygotowywałem kolacje i kiedy Ona nie wróciła. Wtedy przyszła po raz
pierwszy.
Kolejna spotkałem pewnej nocy w parku - przyszła razem z kilkoma
młodymi ludźmi szukającymi dobrej zabawy i paru groszy na piwo.
Obie zostały ze mną na zawsze.
Po nich były jeszcze inne - jedne lubię bardziej inne mniej. Po prostu są.
Jeśli znasz mnie dobrze, możesz z mapy na mojej twarzy wyczytać cala
moja historie - jak ze słojów drzewa w przeciętym pniu - ten rok był
mokry i zimny, a w tym roku świeciło słońce.
Bez najmniejszego problemu rozszyfruje siateczki w kącikach oczu - ze
to od wiatru który biednemu zawsze w oczy i tych rzadkich radosnych
chwil które nadają życiu jakikolwiek sens. Pogardliwie opuszczony
prawy kącik ust którego nie ma na starych fotografiach z czasów kiedy
uśmiech nie powodował bólu mięśni twarzy dawno nieużywanych.
Cienie pod oczami - ciemne jak każda noc której nie przespałem. Włosy
na coraz wyższym czole poprzecierane miedzy udami kobiet, albo od
myślenia - w sumie wszystko jedno - i to i to można sprowadzić do
wspólnego mianownika którym są krótkie rozbłyski światła.
Gdybym nie nazywał się kaspar hauser, na pewno nazywałbym się Dorian
Grey - jak na jego portrecie tak na mojej twarzy widać wszystko: każdy
grzech, każda radość, każde skurwysyństwo i każda dobra rzecz jaka w
życiu przeszedłem, zrobiłem, spotkałem.
Nie lubię swojej twarzy - nie pozwala mi zapomnieć.
Lubię swoja twarz - pozwala mi pamiętać.


***
Zostałem urodzony niedbale.
Mama leżała na stole porodowym, i razem z położną słuchały wiadomości
radiowych: żołnierze na Wybrzeżu strzelali do ludzi.
Ktoś umierał w chwili kiedy ja się rodziłem.
Reinkarnacja nie istnieje, ale do tej pory mam tam gdzieś głęboko w
sobie schowany i ledwie iskrzący się bunt.
Urodzony zostałem niedbale - jedną stroną mama przyswajała informacje,
drugą stroną wydalała informacje innego rodzaju: przeznaczenie
nawleczone na koraliki DNA.
Podobno w genach, tak jak w gwiazdach, można wyczytać wszystko. To tak
samo proste, jak usprawiedliwiać każdy mijający dzień arabskim
"Inshallah" - "Bóg tak chciał".
Gen tak chciał.
Jestem koktajlem - mozaiką dobrze wymieszaną i poskładaną z
genotypowych puzzli: pradziadek ze strony ojca był powstańcem zesłanym
z rodzinnego dworku niedaleko Kamieńca aż pod chińską granicę za
antycarską działalność. Miał dwóch synów - jeden z nich został
zamordowany w Katyniu, drugi też walczył - o lepsze jutro jako
zagorzały komunista.
Dziadków ze strony matki miałem dwóch: jednego zabili Polacy w czasie
wielkiej wojny, drugi prawie całe swoje życie walczył - najpierw o
"lebensraum", później u Andersa strzelał do swoich byłych kolegów z
Wermachtu.
W latach pięćdziesiątych już tylko walczył o przeżycie w więzieniu UB.
Zderzenie tych dwóch zupełnie różnych kultur skumulowało się,
wymieszało: jestem wynikiem tej wieloskładnikowej zupy.


***
Podziwiam księgowych.
Pomimo skromnego ekonomicznego wykształcenia nie potrafię tak jak oni
kondensować w cyferkach, statystykach i wskaźnikach wszystkich chwil,
emocji i uczuć: rokrocznie wykonywany bilans najczęściej daje zamiast
przyjemnego zrównoważenia aktywów z pasywami i optymistycznego zera
jakąś liczbę urojoną, niekoniecznie rzeczywistą.

Piasek przelewający się coraz szybciej z jednego oka klepsydry do
drugiego przybija coraz głębsze pieczątki widoczne na moim czole -
coraz bardziej widoczne oznaki tego, że wkrótce znowu ktoś będzie mógł
się urodzić.

***
Jestem prostym człowiekiem.
Nieskomplikowanym.
 Do życia potrzebuję tlenu, wody i pożywienia.
W sposób prosty odpowiadam na prosto zadane pytania.
Niewiele mogę dać komukolwiek, więc sam niczego od nikogo nie oczekuję.
Zamykam oczy: zapiera mi dech nieograniczona ilość nieograniczonych możliwości.
Wszystko jest możliwe.
Nie ma rzeczy niemożliwych, są jedynie bardzo mało prawdopodobne
rozwiązania (niektórzy nazywają to "marzeniami"), jednak wszystkie w
bliższym lub dalszym zasięgu ręki.
Prawdopodobieństwo trafienia szóstki w lotka jest jak jeden do około
czternastu milionów.
Prawdopodobieństwo, że zostanę trafiony piorunem jest mniejsze.
Że zginę w wypadku samochodowym jest spore. Że powiem "dość", że
odfrunę, że wywieszę białą flagę, że dostanę zawału, że wszyscy będą
żyli długo i szczęśliwie, że spadnie meteoryt, że coś się wydarzy - to
wszystko można obliczyć stosując odpowiednie wzory.
Albo wymyślić.(niektórzy nazywają to "nadzieją")
Jakie jest prawdopodobieństwo tego że poczuję się szczęśliwy nie wiem
- zbyt mało kwantyfikowalnych danych.
Istnieje nieskończenie wiele rozwiązań, nieprzeliczalna ilość
możliwych opcji: mozaika, która może ułożyć się w dowolny wzór.
Kalejdoskop - niewielki ruch ręką, a szkiełka ułożą się w obraz dotąd
niespotkany i niepowtarzalny.
Ekstrapolując fizykę kwantową na to co mnie otacza spokojnie mogę
przyznać, że zasada nieoznaczoności Heisenberga napawa optymizmem:
stosując teorię gier, z daleka przyglądając się jak działa "efekt
motyla" mogę wysnuć nieskończoną ilość wariantów, możliwych
scenariuszy, rozwiązań.
Wszystkie są możliwe.
Na większym lub mniejszym poziomie prawdopodobieństwa.
Emigracja wewnętrzna. Jednoosobowe lobby. Jednak potrafię się uśmiechać.
Gorzki smak w ustach.
Niechby już dożyło się to życie.
Na szybach pierwsze łzy deszczu.
I cisza.
Największą odległością którą mi w życiu przyszło przejść, jest
dystans do samego siebie.



***
To był koszerny interes. Cymes. Palce lizać.
Tak sobie siedziałem onegdaj i zadałem sobie pytanie: hauser misiu
kosmaty, powiedz mi dziecko ile ty wart jesteś?
Nobla raczej nie dostaniesz literackiego bo żeby go dostać to trza by
cos napisać, prochu ani jak Młynarski kiedyś śpiewał to ty nie
wymyślisz, ani tym bardziej dynamitu. Totolotek odpada bo konkurencja
normalnie że przepraszam. Mógłbyś na listę stu najbogatszych się
wcisnąć ale z jednej strony po co, z drugiej strony oni tam dzielą się
na tych którzy siedzieli, siedzą albo będą siedzieć. No i jeszcze
popracować by trzeba trochę nad tym było. A to sprzeczne z naturą jest
przecież. Najlepszym wyjściem byłoby danie ogłoszenia do prasy: nerkę
używaną tanio sprzedam. Zawsze by jakiś grosz wpadł nadprogramowy.
Albo na ebaju czy innym allegro na licytację wystawić. Wątroby nie
oddam bo będzie mi koniecznie niezbędnie potrzebna jeszcze. O innych
równie cennych organach nie wspomnę: co prawda w stadium atroficznym,
ale jakoś dziwnie przywiązany do nich jestem. No dobra: powiedzmy
nerkę opchnę. Tak lekko za parę tysięcy euro. Szpik też mógłbym
sprzedać mam go od cholery. Krew oddać.
Sprostytuować mógłbym się śmiało na przykład też. Ale tu znowu twarda
i niewidzialna ręka rynku mogłaby odpowiednio klepnąć mnie po dupie i
prawidłowego popytu nie zabezpieczyć.
Ile hauser wart jesteś, aaa? Wezwałem na pomoc posiłki w postaci kawy,
jakiegoś chleba z czymśtam i odwołałem się do posiadanych komórek
szarych wszystkich kilku. Po intensywnym błądzeniu w przepastnych
zakamarkach mego wrażliwego jestestwa ujrzałem światełko w tunelu. Nie
- nie wymyśliłem nowego źródła energii ani nic takiego. Normalnie jak
pomysłowym dobromirze mi bzyknęła i zgasła iskierka. Historia
nauczycielką życia jest. Świętego wojciecha od poganianych pogan
wykupił płacąc złotem za każdy kilogram wojciecha fan klub tegoż.
Słynny radziecki malarz wania gog słoneczniki swoje za grube dolary
opchnął, chociaż niekompletny był i ucho mu się jak od tego dzbana
urwało. O rembrancie to już nawet myśleć nie chciałem. Krótka piłka i
telefon. Pojawił się smutny jakiś ale za to pachnący pan. Popatrzył.
Ocenił. Zapytał ile ważę. Czy nie piję za bardzo. Czy stanów
depresyjnych, hifa, maniakalnych, kiły, migotania komór i dziadka z
rakiem nie mam przypadkiem. Nie miałem, więc jako zamiennik
zaproponowałem kawę. Coś tam policzywszy powiedział: hauser jak dla
mnie to ty jesteś facet stopięćdziesiąt (kwoty słownie pisze się
razem) tysiaków warty. W funtach. Zatarłem łapy bo jakby nie patrzeć
miec 150.000 funta i nie mieć 150.000 funta to razem daje już trzysta
tysiecy, tak?.
Piękna to aż jęknęła z zachwytu i z dziwnym szacunkiem spoglądać na
mnie zaczęła. Może mi się wydawało, ale zauważyłem taki dźwięk i błysk
w jej oczach jak u disneja w bajkach u kaczora donalda: takie S
przekreślone dwukrotnie. Mówię do faceta: dobra. Wchodzę w to. Bierz
mnie całego. Już teraz zaraz. Mogę zabrać szczoteczkę do zębów i
piżamkę flanelową w misie puchatki kubusie? Ale widzę że facet coś
posmutniał jakby i myslę sobie: no tak, niemożliwością niemożebną jest
to żeby gostek z całą swoją organizacją za hauser taką twardą kasę
wywalał spokojnie. Haczyk gdzieś tu jest zakopany. Pies pogrzebany
znaczy się. I kurde, był. Się okazało że żywy to ja się facetowi nie
przydam na nic, a nawet zbędny mu jestem, bo po grzybki mu taki
używany hauser, nadgryziony zresztą zębem czasu i przez psa dwa razy?
Facet, owszem, pełny wersal, bułkę przez bibułkę, ą , ę i normalnie
kultura wysoka wyjaśnił, że naturalnie wart jestem każdej kwoty, ale
raczej martwy. Co będę ściemniał: ubezpieczył mnie ten misiek na
wypadek zgonu na kwotę wyżej skrupulatnie wymienioną i nawet na dulary
przeliczoną dokładnie. Jak ja sobie już spokojnie w kalendarzyk kop
kop, nóżki wyprostuję, kitkę odwalę czyli w języku urzędowym mówiąc:
zemrze mi się skutecznie, to Piękna razem z Młodym z rączki do rączki,
cieplutkie, prosto z drukarni, bilety narodowego banku polskiego
będące prawnym środkiem płatniczym w polsce otrzymają. Mój autorytet
jako tak zwanej głowy rodziny wzrósł niewspółmiernie. Młody patrzy z
podziwem, a Piękna spogląda na mnie jak na żywy egzemplarz chodzącej
świnki skarbonki. W życiu nie przypuszczała że taka kosmiczna kwota
jej po mieszkaniu się przemyka. Chociaż szczerze mówiąc zauważyłem w
ich oczach coś, czego wcześniej nie dostrzegłem. Jakieś błyski
krwiożercze, zimne spojrzenie taksujące. Pytania "jak się masz", "jak
się czujesz" nabrały zupełnie innego wymiaru. Postanowiłem dla spokoju
sumienia od dnia dzisiejszego spożywać posiłki tylko samodzielnie
przyrządzone. Nie dlatego żebym od razu Piękną z Młodym podejrzewał o
jakieś niecne zamiary, ale po prostu profilaktycznie. Nawet głupi wie,
że lepiej zapobiegać niż leczyć. Bo tak z drugiej strony patrząc: jak
tu umarlaka leczyć? A moje umarlakostwo uleczyłoby portfel i większość
finansowych aspiracji Pięknej.
I tak okazuje się że jestem więcej wart jako nieboszczyk niż żywy.
Ale jak to mówią w takim jednym starym filmie: "nołbadys perfekt".
Nikt nie jest doskonały.
 

Komentarze (2)add comment

Admin Jarek Powiedział:

66
+++++
nie jestem osoba specjalnie liryczna. ale te pracki mi sie bardzo podobaja. przeczytalem je wszytkie za jednym razem (rzadkosc). cos na granicy liryki, prozy i plynnego myslotoku.
pracka 'Zostałem urodzony niedbale' jest .... w kontekscie emigracji do UK bardzo wazna. jak wytlumaczyc szkotowi, czemu polacy sa tacy jacy sa? trudno jesli przez cala historie jego narodu wrog/problem byl jeden i jednoznaczny...
czy ktos sie podejmie prztlumaczenia? chcialbym to dac mojemu szefowi, ktory jest nacjonalista...psikus taki:)
 
19.05.2009
Głosów: +0

Marfuszka Powiedział:

1080
!!!

niepokojaco-prawdziwe...
... kazdy z nas moze odnalezdz tu siebie...

prosze o wiecej!
 
23.05.2009
Głosów: +0

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy
Zmieniony ( 17.05.2009. )
 

Polecamy

Bass Rock, Zamek Tantallon Ogromna twierdza wybudowana na klifie Firth of Forth - Tantallon Castle była siedzibą (od 1358r.) hrabiego Douglas'a Augusta. Tantallon służył jako forteca na przełomie ponad trzechset lat...

Czytaj całość…
 

Partnerzy

 festiwalsmalllogo.jpg

Kontakt

Skype: r.gasiorek
Mail: office@edinburgh.com.pl
Tel.: +44 7927193152


www.Edinburgh.com.pl