profil poczta Grupy, Społeczność forum galeria users blogi

informacje-green

leasure-brown

tips-blue

Znajdujesz się w Start arrow Deser arrow Hubert Konrad: W obrotach ciał niebieskich
03.09.2010.
Hubert Konrad: W obrotach ciał niebieskich Drukuj Email
13.11.2009.

 

 

Hubert Konrad: W obrotach ciał niebieskich
 

 



kameralnie


z poetą nie da się żyć.
nie lubię go nawet czytać,
do siebie nie podobny.

w wycałowanych ze świtem łez koralikach słono
zmierzchłam, na ustach wpojonych w usta innej.
latawica.

poecie nie można wierzyć.
umawia się na helu,
buszuje w bukowinie.

z lotnością jemiołuszki gniazdka wiłam, nikt nie świergolił
tak ponętnie, złamanego patyka nie przyniósł.
górno lotnik.

poety nie można przewidzieć.
co zrobi, gdzie będzie,
co powie?

w wspomnienia wpleciona zawiłość
naszych ciał rozsnuję, dam mu kłębek.
głupia.

nie warto z nim nawet sypiać,
przeciąga wszystko w nieskończoność.

 

 

* * *


od kiedy słowo stało się instrumentem,
muzyki szukamy w ciszy.
uzależnieni od jej słodkiego dźwięku
przysłuchujemy się z wielu perspektyw;
z każdej wygląda tak samo,
a kiedy milknie, tworzymy rezonans.

przez chwilę pulsuje po nas pamięć,
po czym i ona cichnie.

pamiętasz- jacy byliśmy sprzed?

siadaliśmy na kolejowym moście
i znikaliśmy w pocałunkach.
spotykaliśmy się w spojrzeniach;
odległość nie była taka względna,
spomiędzy świerszczyła łąka,
a oczy miały kolor.

- jak rude tory nie były takie rude,
nie przenosiły donikąd?

mieliśmy się o co oprzeć;
gdzie zgubić,
po czym stąpać.

zauważyłaś- że nawet nieskończoność ma koniec?

 

 

fringe festiwal


spokojnie to tylko księżyc, pyzaty ulicznik z harfą szarpie otchłań.
my na poboczu, nie po drodze, nie liryczni. na bruku tłoczność;
iluzjonista mantruje szklaną  kulę, zdyszany rykszarz,
na drumach rasta szuka dźwięku.
 
teatralność nas kiedyś zgubi- mówisz, kupimy
mineralną  i pójdziemy do ciebie, już to śniłam;
odbijemy się w sobie jak w spektrum,
wyświetlimy faktyczność.

ja; nic nie mówię, przez chwilę kiwam się
jak sierota, choć coraz mniej cyklicznie.

tancerka z ogniem mnie ujmuje.

 

 

piękno jest w oku obserwatora

 

w stokrotkach wplecionych we włosy i czerwonej sukience
nie doszukuję się prawdy, chociaż prześwituje.
nie rozbieram cię z tego w co już ubrałem, ściślej nie precyzuję,
a odbiegając od analogii; ładnie wyglądasz.

dorzucam piegi, koraliki, rude włosy i bladą cerę.
istoty i piekła nie dorzucam, lubię jak wszystko przysłaniasz.

 

 


dziadek, czyli porwania, porzeczki i jabłonki


dziadek prowadził się hardo.
potrafił uścisnąć mocno dłoń
i nie zdziecinnieć na starość.
nie miał zwyczaju dwa razy prosić o jedną rękę,
dlatego porwał babkę.
do wszystkiego podchodził z dystansem,
nie tylko do kobiet.
(kto by tam teraz zastanawiał się dlaczego;
być może dlatego, że miał do nich słabość).


nie było nic dziwnego w tamtym popołudniu.
zagranica ci nie służy - mówił, sama skóra i kości;
porzeczki dojrzewały w słońcu, sunia siedziała tu gdzie teraz,
my na samochodowej kanapie pod jabłonką;
wspominaliśmy złowioną na środku jeziora choinkę,
ręce pełne supłów i lato, nie takie przelotne jak teraz;
jak jeszcze długo nie potrafiłem zrozumieć, skąd się tam wzięła.

nie było nic dziwnego w tamtym popołudniu;
dziwne jest tylko to, że umarł zdrowo.

 

 

domek z kart


stój domeczku stój
nieważne  kto zatrzepocze
skrzydłami
którą będziesz gałązką
i gdzie nie kończy się fraktal

może będziemy bruzdą
na czyjejś dłoni
obudzimy się w małym
pęknięciu na języku
stój albo rozsyp się

wszystko mi jedno

 

 

dwanaście słoneczników


dialogom sprzyjają nieskończone otwarcia.
powiewa z niewiadomo skąd,
aż tylko tyle jesteśmy w stanie ustalić.
sklejają to z tamtym, tamto z czymś innym,
nie tamto, co nie kleiło się kiedyś
i jest w tym jakiś ruch;

następstwo i poprzedzenie międzyprzestrzeni,
która zdaje się nie być ruchem, bez termometru
w międzykrawędziach. jednym słowem;
nie istnieje Pan bez nas Panie van Gogh,
choć równie dobrze, mógłby Pan istnieć tylko obiektywnie,
ale nie o to mi chodzi.

szczególnie mnie zainteresował,
ten w prawym górnym rogu.
kogo się boi, chce przestraszyć,
tym samym, kogo i przed czym chronić?
jak ma się do całości i z kim koresponduje spoza?
coś bardziej w tle;

szczur przebiegający po linii wysokiego napięcia,
ładunek rozsadzający uszy, przegryzione kable.

tak między nami tylko i trochę z innej beczki,
dlaczego jest ich trzynaście?

 

 

pani poezja


oczywistość przestała istnieć
od kiedy stałaś się poezją
z obawy o kruchość i przedwczesną
umieralność wypowiadanego słowa
mówieniem już tylko ciszą

spłoszonych gwizdem stadem gęgaw
(o ile nie wspólnym rytem)
wzruszeniem ramion
(tym naszym)
o drodze donikąd

na rozstaju jak zwykle kwestionujemy buty
nie kwestionujemy pocałunków

 

 

późną jesienią


w złym wieku, bo tak zwykliśmy mawiać,
bez przekory patrzymy w zachody słońca.
pamiętamy i podróżujemy inaczej,
jeżeli nie na odwrót.
umarłych wskrzeszamy na wyciągnięcie ręki,
przed chwilą na zwyczajowe zapomnienie.
trzymany za palec ojca, i tylko nas nie dziwi,
że nie jest martwy.

nawet binki;
gdy wygładzamy mu z grzbietu pióra,
po kilkuletniej nieobecności
ujada i plącze się pod nogami tak samo.

oddychamy i wierzymy, tylko nie tak jak kiedyś;
naiwniej, zarazem prościej i trudniej.

(co za Korsakow znowu, jaka konfabulacja- siostro;
pytanie o zdrowie jest w złym tonie).

 

 

w obrotach ciał niebieskich, czyli jak vicky jest, za chwilę vicky nie ma


wszystko co chcemy wiedzieć o pięknie- pall,
przenosi  nas  tutaj, nie gdzie indziej.

kilku cyfrowa faktyczność do wysublimowanej kochanki;
łączenie,
głęboki wdech,
abonent czasowo nie dostępny.

czy nadal chcesz bredzić o drugiej stronie na wyciągnięcie ręki?

widzisz- niektóre rzeczy zdarzają się tylko raz,
pochłaniają do końca, rozdzierają na strzępy,
a później zamykają w koło.
bywamy i tu, i tam; krążymy po z góry określonej orbicie
a kiedy wypadamy, czujemy tarcie.
powroty i samotność wypełniają nam dobrze znaną przestrzeń;
tyko tyle  z nas pozostaje i tylko na taką, możemy sobie pozwolić.
tęsknimy i trwamy w zawieszeniu- pall,
obojętnie zniesiemy brzdęk i gwar,
przepuścimy przez siebie każdy śmietnik.
wiesz, że nie lubię ględzić.

prawdziwe piękno dotyka się tylko raz.
 

Komentarze (5)add comment

gitara Powiedział:

795
Te wiersza sa niesamowite.
Mam pytanie: co robila choinka na srodku jeziora?
Z reguly nie rozumiem poezji. Jest jakas zbyt poetycka. Ta tutaj jest bardzo ludzka. I czytam ja z przyjemnoscia.
 
18.11.2009
Głosów: +0

Pintowine Powiedział:

318
Talent do opowiadania
Chyba trafiles w sedno, Hubert utrzymuje proporcje miedzy liryka a fabula dokladnie takie jak lubie. Umiejetnosc opowiedzenia historii w formie tak zwiezlej, a jednoczesnie nie ubogiej przeciez w obrazy, to talent godny pozazdroszczenia.
"Dziadek..." jest moim faworytem :)
 
19.11.2009
Głosów: +0

Motyka Powiedział:

507
ja się zrażam kiedy ktos pisząc poezje
w pierwszej linijcie używa słowa "poezja", albo "poeta". Jakimś słabym natchnieniem mi wtedy pachnie. Ale dam szansę i przeczytam całość.
 
19.11.2009
Głosów: +0

the artysta Powiedział:

71
poeta/Poeta artysta?Artysta
ja to czuje jak ktos przedstawia sie jako artysta...ala jakos mi sie zdaje, ze poeta moze byc kazdy, lepszym lub gorszym. ala tylko dobry poeta bedzie artysta! te wiersze mi sie podobaja.
 
19.11.2009
Głosów: +0

Pintowine Powiedział:

318
The Artysta..
Artysta lepszym lub gorszym moze byc kazdy, ci z Opola (mandaryny i inne) tez maja to slowo na identyfikatorach hihi :) Jakies to slowo zdewaluowane, chyba jeszcze bardziej niz poeta.

Motyka i co, przeczytales?
:)


 
27.11.2009
Głosów: +0

Napisz Komentarz
Musisz sie zalogowac aby dodac komentarz, zarejestruj sie jesli jeszcze nie masz konta

busy
Zmieniony ( 19.11.2009. )
 
następny artykuł »

Polecamy

Bass Rock, Zamek Tantallon Ogromna twierdza wybudowana na klifie Firth of Forth - Tantallon Castle była siedzibą (od 1358r.) hrabiego Douglas'a Augusta. Tantallon służył jako forteca na przełomie ponad trzechset lat...

Czytaj całość…
 

Partnerzy

 festiwalsmalllogo.jpg  
 

 

Kontakt

Skype: r.gasiorek
Mail: office@edinburgh.com.pl
Tel.: +44 7927193152


www.Edinburgh.com.pl